Budapeszt (2/3)

ParlamentKomunikacja miejska wygląda na sprawnie zorganizowaną. Nie korzystałem z niej zbyt często, bo Budapeszt wprawdzie jest duży, ale jednak nie aż tak, żeby nie dało się go zwiedzić pieszo. Wagony metra to te same znane z warszawskiego metra ruskie grzmoty, tyle że starsze o kilkanaście lat. Wyglądają tragicznie. Ale jeżdżą. Śmieszne kasowniki wygryzają dziurki w biletach jak babcia z jednym zębem. Bilet można kupić w automatach, które mają menu węgierskie i angielskie. Niby więc luz, ale na stacji, do której miałem najbliżej, jeden nie działał, a działanie drugiego sprowadzało się do zjadania monet. Są trzy linie metra, z czego najstarsza ma ponad sto lat i rozmiarami pociągów przypomina bardziej tramwaj w płytkim tunelu. Ale jeździ.

Budapeszt jest ciemnym miastem. Znaczy nocą jest ciemny. Latarnie są słabe, a podświetlenie zabytków tak ze trzy razy słabsze niż w Warszawie. Mam na myśli Warszawę sprzed kilku lat, kiedy to jeszcze nie poprzepalały się żarówki w tych wszystkich reflektorach. Ciemno jest też w metrze (na peronach i w wagonach), ciemno w przejściach podziemnych i w ogóle wszędzie tam, gdzie czasowo lub permanentnie nie dochodzi światło słoneczne.

Jedzenie. W europejskim mateczniku gulaszu nie może być źle. Co ciekawe, sam gulasz w oryginalnej wersji to tylko i wyłącznie zupa. Gulasz w naszym pojęciu, czyli drugie danie z kluskami lub kaszą, jest adaptacją niekanoniczną i w tradycyjnych knajpach czegoś takiego nie dostaniemy. Generalnie jest paprycznie i pikantnie. W hali targowej Központi Vásárcsarnok przy Vámház körút dostaniemy najlepszy wybór wszystkiego, co jest potrzebne, by samemu przygotować dowolne węgierskie danie. Niestety… Polak, Węgier, dwa bratanki - ta sama Unia Europejska i ta sama żenada językowa. Nie ma unijnej dyrektywy, by tych tłuków z Węgier, podobnie jak tłuków z pępkoświatowej Francji, ze sztywniacko-socjalistycznych Niemiec, czy z zaściankowej Polski zmusić do umieszczania na opakowaniach produktów zwykłych banalnych opisów po angielsku. Czy to oranżada, czy klej do tapet trzeba się domyślać lub pytać. Dobrze, że przynajmniej większość sprzedawców jako tako gada po angielsku.

Od kilkunastu lat popularność zyskuje piwo, ale Węgry to zdecydowanie kraj winny. Potrafią tu robić wino, piwa nie bardzo. Ale te wina… Sam się nie raz skusiłem, choć za winami nie przepadam. Ten rozcieńczony Egri Bikaver z polskich sklepów nie umywa się do tego, co tam podają w knajpach. Przy czym obowiązuje zasada, że wchodzimy tylko do knajp, które są choć trochę oddalone od głównych tras/obiektów/punktów turystycznych.

Peszt - widok ze wzgórza zamkowegoGóra GellertaSchody na stare miastoWinda na stare miastoWinda na stare miastoZamek KrólewskiBrama zamkowa - przejście na tarasyRzeźba ptaka TurulaPanorama Pesztu. Na środku Szechenyi lanchid (most łańcuchowy)Rzeźba ptaka TurulaBrama zamkowaVarszinhaz (teatr zamkowy)Martens BudapesztFontanna przy Tarnok utcaBaszta Rybacka i widok na parlamentBaszta Rybacka. Prawie jak DisneylandKościół Macieja w odbiciu okien HiltonaKościół Macieja w odbiciu okien HiltonaKościół MaciejaŚwięty Stefan (pierwszy z prawej) - lokalny Mieszko PierwszyBaszta RybackaBaszta RybackaTu mieszka nieśmiała roślinaStare miastoWieża kościoła Marii MagdalenyMetroSmutno bez reklam i żarówki chyba półwatoweMetroMetroMetroMetroPierwsza linia metra to w zasadzie tramwaj w tuneluWnętrza wagonu pierwszej liniiOto i cała stacjaHala targowa Központi VásárcsarnokHala targowa Központi VásárcsarnokHala targowa Központi VásárcsarnokHala targowa Központi VásárcsarnokKryptoreklama NikonaGulasz w wersji pod turystów, ale wyśmienityFoie gras nie jest tak dobre jak to francukie, ale zawsze lepsze od konserwy turystycznejKurczak w sosie paprykowymNajlepsza knajpa w jakiej jadłem w BudapeszcieArchitekturaBazylika św. StefanaBazylika św. StefanaBazylika św. StefanaBazylika św. StefanaBazylika św. StefanaBazylika św. StefanaBazylika św. StefanaBazylika św. Stefana


Udostepnij
Glodne Slonce

24 Responses to “Budapeszt (2/3)”

  1. eprzemeks Says:

    Kiedy część 3?

  2. cascadebadge Says:

    Hah! Ile wspomnień! Przed bazyliką Św. Stefana mieliśmy na koloni rozkminy o wampirach i ich nadwrażliwości na promienie UV. I na temat burger kinga. I chyba też jadłem w tej knajpie ze zdjęcia 43, jeśli w środku jest zejście schodkami na dół to to ta. Hehe! I baszta rybacka, wzgórze Gelerta… Dziękuje za przypomnienie starych czasów.

  3. Dziebak Says:

    Miasto naprawdę ładne, choć jak już mówiłem trochę smutne i przygnębiające. Byłem “przejazdem”, raptem niecałe dwa dni, więc tyle doświadczeń i doznań co Pan nie mam, ale mimo wszystko ładna wieś. Nie została zniszczona czy zaniedbana tak jak niektóre miasta w Polsce, no i knajpy faktycznie ossstre są.

  4. Dziebak Says:

    eh… “zapal świeczkę za dwa Euro to Bóg będzie o tobie pamiętał. Dziękujemy”

    albo: aby zwiedzić kościół zapal symboliczną świeczkę. Do nabycia przy wejściu za dwa Euro.

    Rozumiem ideę: potrzeba kasy na renowację, a świeczuszka to taki gratis dodatek do biletu, no ale w praktyce odbierane jest to trochę inaczej.

  5. Rafal Kosik Says:

    Kolejną część wrzucę, jak się zbiorę, żeby przejrzeć zdjęcia.

  6. Adameq Says:

    Byłem w tej hali targowej… kupiłem tam oryginalną kostkę Rubika za 40zł i zapas papryki, który do dzisiaj się nie zużył. Warto jeszcze zwrócić uwagę na dość popularne na Węgrzech pasty wszystkich smaków (pomidorowe, paprykowe, majonezowe, musztardowe, itd.) Z bazyliki św. Stefana pamiętam tylko tą wieżę. Windą też jeździłem, to trochę jak kolejka górska.

    PS Egri Bikaver w wolnym tłumaczeniu znaczy ,,Bycza krew”. Swoją drogą, ciekawa nazwa. ;)

  7. matek-1000 Says:

    Niech pan pisze FNIN a nie że pan zdjęcia przegląda.

  8. Jakub Says:

    ?adne zdjęcia ale nie lubie ostrej kuchni a papryki wogule jeszcze w Budapeszcie nie byłem ale napewno pojade :) jeździłem wiele za granice ale nawet przejazdem tam nie byłem :(

  9. Arvena Says:

    zmienił pan martensy?? tamte poprzednie miały inne noski. Budapeszt jest super, moja koleżanka jak wróciła z wycieczki to cały hiszpański mi opowiadała jak jej się podobało. Kolumbijczyk był wkurzony….

  10. Rafal Kosik Says:

    Mam dwie pary. Te są lżejsze, tylko 7-dziurkowe. Tamte z przeszyciami na noskach mają po 10 dziurek.

  11. y Says:

    Miło tam :) (Przy okazji, zapraszam na mojego bloga - link w nicku!)

  12. Arvena Says:

    aa, szprytne. wysokie w błotne beskidy, niskie do samolotu, żeby bramki nie pikały. doobry system.

  13. y Says:

    Może niech pan pojedzie do Japonii?:)

  14. Rafal Kosik Says:

    Bramki i tak pikają, bo w tych lżejszych butach też są metalowe czubki. Mam taką generalną poradę dla podróżujących: nie stawajcie za mną w kolejce, bo zawsze, z butami czy bez, robię korek przy kontroli. „Nie możecie mi go zabrać, to jest mój sztylet modlitewny” i takie tam dyskusje.

  15. Zoe Says:

    Chciałabym to zobaczyć :)
    W Budapeszcie jeszcze nie byłam, ale w końcu całe życie przede mną ;P Najwyraźniej warto, chociażby dla zobaczenia tego ich metra (nareszcie coś gorszego niż nasze). I ta Baszta Rybacka niesamowicie wygląda…

    @Arvena: jak Havier się wkurza? ja tam widywałam go tylko jak się zaśmiewał z Polakiem :D Ale to może dlatego, że byłam w wolniejszej grupie…

  16. Arvena Says:

    Mój ojciec jak leciał do Kanady stał w kolejce do bramek za jakąś pielgrzymką. jakaś starsza pani kłóciła się z ochroną, która jej z czymś metalowym nie chciała wpuścić. tata się zaciekawił, spytał pani, co chce wnieść. tamta wyciągnęła 10-centymetrowy gwóźdź i wytłumaczyła, że to z Grobu Pańskiego…

    Zoe@ kim jesteś złolu i czemu wiesz, jak ma na imię mój kolumbijczyk? poza tym to się pisze Javier.

  17. Andrzej Says:

    Panie Autorze, a Tokaju Pan spróbował? : )
    Akurat mołdawskie i węgierskie wina to jest coś, co ubóstwiam - niektóre odmiany Tokaju przebijają w całej rozciągłości wina francuskie czy hiszpańskie.

  18. Jakub Says:

    o? znawca win tu jest :)

  19. Olka Says:

    łał, jak tam czysto w tym metrze…przynajmniej na zdjęciach tak wygląda

  20. Rafal Kosik Says:

    Budapesztańskie metro jest spoko, tyle że wagony z zewnątrz wyglądają więcej niż „nieświeżo”, no i jest ciemno - z czytaniem książki byłby problem. Cała komunikacja (no, wyłączając tramwaje) wygląda nieświeżo. Autobusy są np. brudnogranatowe z przodu i ten granat na burtach płynnie przechodzi w brudnoczerwony z tyłu. W części środkowej kolor jest więc brudnobłotny.

    Tokaj próbowałem. Da się wypić, ale fanem nie zostanę. Jeżeli już wino w ogóle, to jednak francuskie. Znawcą nie jestem i moge powiedzieć tylko tyle, że wchodzi mi czerwone wytrawne (naprawdę wytrawne, a nie to słodkawe „wytrawne” coś, co podają w połowie warszawskich knajp), najlepiej z rodziny Bordeaux.

  21. Dziebak Says:

    Jeśli to ten sam Tokaj, co jest do kupienia w polskim Tesco, to daje radę ale bez szału…

  22. Rafal Kosik Says:

    Nie no, to był oryginalny Tokaj kupiony w monopolowym w Budapeszcie, prawdziwy, żaden tam kwach. Ja tylko zwyczajnie wolę Ciechana :), a jeśli wino, to cabernet sauvignon, albo coś w ten deser.

  23. Andrzej Says:

    @Kuba: żaden znawca win ze mnie. :)

    Z francuskich… hmm, muszę powiedzieć, że lubię Merlot. Bordeaux próbowałem, jakoś nie podpasowało mi, z niżej wymienionego powodu.
    Ale generalnie nie lubię win wytrawnych, dlatego lubię węgierski Tokaj czy mołdawski Muscat(oba półsłodkie). Pycha!

  24. Jakub Says:

    No ale troche się znasz

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).