Budapeszt (1/3)
Nigdy jeszcze nie widziałem tylu Węgrów w jednym miejscu. W Budapeszcie jest ich naprawdę dużo. I zapomnijcie o jakimkolwiek porozumieniu bazującym na podobieństwie do polskiego, zapomnijcie o wkuwaniu słówek. Węgierski to zupełnie inna grupa językowa (ugrofińska), więc nie da się zrozumieć ani słowa. Podejrzewam, że sami Węgrzy nie rozumieją się nawzajem, ale głupio im się do tego przyznać.
Budapeszt. Tak wygląda miasto, które nie odwróciło się do swojej rzeki płetwą ogonową (to aluzja do warszawskiej Syrenki, jeśli ktoś nie załapał), choć nad samą rzeką poprowadzono ulice, praktycznie uniemożliwiające wybudowanie tam czegokolwiek, choćby postawienie ogródka piwnego. Po Dunaju pływają mniejsze lub większe statki wycieczkowe. Są też pływające hotele, którymi można się wybrać w rejs do Wiednia czy Amsterdamu. Miasto przeszło przez ostatnią wojnę bez aż tak poważnych zniszczeń jak Warszawa, więc architektonicznie robi naprawdę duże wrażenie. Reprezentacyjne gmachy i stare, dobrze utrzymane kamienice można tu podziwiać na każdym kroku. Tkanka miejska jest gęsta, równomierna i ciągnie się kilometrami. Przypomina to przykrą prawdę, że Warszawa w latach trzydziestych też tak wyglądała…
To, że parkowanie na ulicy jest drogie, specjalnie mnie nie zaskoczyło. Zaskoczyło mnie to, że nie da się opłacić postoju dłuższego niż 3 godziny. Jeśli planujecie zatrzymać się na dłużej, warto znaleźć parking za rozsądną cenę. Samochody lokalsów zwykle parkują prawidłowo w miejscach do tego przeznaczonych, choć zdarzają się wyjątki. Nie ma tu kresek namalowanych na chodniku, najczęściej są kulturalne zatoczki oddzielone od chodników krawężnikami lub słupkami. Na szerszych ulicach, gdzie są po trzy pasy w każdą stronę, często najwolniejszy pas jest pasem parkingowym. Między nim a krawężnikiem jest jeszcze oddzielona metalowymi lub kamiennymi guzami, ścieżka rowerowa. Wydaje się, że jest to dobre rozwiązanie, bo bezpieczny dystans od otwartych drzwi do przejeżdżającego roweru jest oznaczony linią. Czy to wystarcza, tego nie miałem jak sprawdzić.
Tu warto wtrącić kilka słów o węgierskich drogach. O dziwo są gorsze od polskich. Nie czuć tego tak bardzo tylko dlatego, że jest na nich mniejszy ruch. Zauważyłem tam jednak ciekawy patent: standardowa jednopasmowa droga ma regularnie co kilka kilometrów kilometrowy, może nieco dłuższy, odcinek dwupasmowy, gdzie można wyprzedzić wszystkie zawalidrogi. Na kilka kilometrów przed tym odcinkiem stoją drogowskazy odliczające kilometry do szczęścia. Daje to pozytywny efekt psychologiczny w postaci mniej nerwowej jazdy. Jeśli wiesz, że za trzy kilometry bez problemu wyprzedzisz śmierdzącą ciężarówę, to maleje szansa, że zrobisz to wcześniej na zakręcie na podwójnej ciągłej. Czy to miałoby szansę sprawdzić się u nas? Znając Polaków, szczególnie tych z mniejszych miejscowości, obawiam się, że lewy pas tej krótkiej dwupasmówki, byłby zawalony piłującymi silniki bucami, którzy za chwilę i tak zwolnią. Tam się sprawdza, bo choć Węgrzy wcale nie jeżdżą kulturalniej od nas, to jest ich zwyczajnie mniej w przeliczeniu na kilometr drogi.
Udostepnij
















































September 15th, 2010 at 16:42
Żeby nie było awantury, wspomnę, że kilka z powyższych zdjęć zrobiła Kasia.
September 15th, 2010 at 16:49
Zazdroszczę. Byłam tam przejazdem na półtorej godzinki i to w nocy, przejechaliśmy tylko głównymi ulicami i zatrzymaliśmy się na wzgórzu, więc w sumie panoramę nocną zaliczyłam, ale za dużo nie pozwiedzałam.
A pisał Pan… hmm… niech zgadnę, FNiN8? :D
September 15th, 2010 at 17:59
Ja w Budapeszcie byłem 3 lata temu. Architektura robi wrażenie. Tak jak przedwojenna Warszawa. Co do języka… najbardziej wbił mi się w pamięć basen (kąpielowy): Szegenege (albo coś w tym stylu; Polak tego nie napisze ;) ). Część 1/3? Mam nadzieję, że napisze pan co nieco o rzymskich termach (i o ich jajecznym aromacie), które stanowią ważny element Budapesztu…
September 15th, 2010 at 18:05
Muszę wreszcie się tam wybrać. :)
September 15th, 2010 at 18:08
Ja jescze nie byłem ale życie przedemną
September 15th, 2010 at 18:20
A gdzie słynne “Martens [Miejscowość here]”
September 15th, 2010 at 18:44
Świetne zdjęcia. Przez Budapeszt niestety tylko przejeżdżałam, ale kiedyś może tam wpadnę na dłużej ;)
PS. Ile zna Pan języków?
September 15th, 2010 at 18:58
Martens będzie w następnym odcinku. Pisałem oczywiście FNiN 8. Term nie zaliczyłem - zabrakło jednego dnia na obejrzenie wszystkiego.
September 15th, 2010 at 19:53
Gdzie Kosik tam samochody :).
Laptop 1sza klasa!
Słit focia przed może pałacem/urzędem jest.
Tylko braknie ukazania Budapesztu od tej gorszej strony, np. boczne ulice i śpiący bezdomni (dobrze sfotografowane to naprawdę dobrze wygląda!)
September 15th, 2010 at 20:38
Takie z bezdomnymi to można i w Warszawie zrobić. Akurat tam żadnego efektownego kloszarda nie spotkałem.
September 15th, 2010 at 20:52
Mam małą proźbę. Bardzo mnie zafascynowały pana zdjęcia w związku z czym chciałbym poprosić… Czy udostępniłby pan 21 zdjęcie w wyższej, a najlepiej oryginalnej rozdzielczości i jakości?
September 15th, 2010 at 21:09
Cha, cha… dobre!
Nic z tego.
September 15th, 2010 at 21:10
BTW. stawiałbym, że zdjęcie 28 było robione w Czarnobylu czy Prypeci :P
September 15th, 2010 at 21:17
Na klatce schodowej domu, w którym wynająłem mieszkanie. Trzyma klimat. 100 x wolę to od nowoczesnego apartamentowca z tektury.
September 15th, 2010 at 21:19
chyba 27 :P takie zdjęcie to możesz w większości polskich kamienic zrobić, a nie jechać do zony :D
September 15th, 2010 at 21:47
Po co panu zielony kolor tekstu w edytorze, i w ogóle, to coś Worda nie przypomina o.O
September 15th, 2010 at 21:55
Bo tak naprawdę to jest fotka z włamu na serwery NASA i to taki haX0rski program jest. Dlatego Rafał wyemigrował żeby go nie znalazły organy ścigania :).
September 15th, 2010 at 22:01
Jej, rudy kolor włosów na jedenastym zdjęciu - cudo. Zawsze chciałam takie mieć. To Pana żona?
@matek-1000 Jak to po co? Musi być Matrixowo- Obcusiowo! ^^
September 15th, 2010 at 22:05
A! Teraz odkryłam, że jak się najedzie kursorem, to widać napis “jakaś Węgierka”. Sorry. ^^”
September 15th, 2010 at 22:11
Podpis jest wielce mylący ;)
September 15th, 2010 at 23:57
Węgrzy siebie rozumieją, jestem tego pewna :)
Mam dziadka na Węgrzech, więc wiem. Znam cztery słowa po węgiersku, więcej nie idzie zapamiętać ;d
A tak dla wiadomości, jak Węgrzy piszą coś przez ‘’sz'’, to czytają ’s’, np. miejscowość Szeged, czyta się [Seged]. Z tych pomyłek np. Polaków wychodzą czasem niezbyt miłe sytuacje.
September 16th, 2010 at 0:43
Za Chiny nie odgadnę co to za pomnik. Jeszcze jutro (a nie, już dziś) spytam się babci, ale wątpię, żeby wiedziała.
September 16th, 2010 at 1:47
Pomnik jest jakieś dwieście metrów na prawo od parlamentu (stojąc przodem do Dunaju).
A że „s” i „sz” mają zamienione miejscami, to wiem. Ale to w sumie ich problem, a nie reszty świata.
September 16th, 2010 at 14:56
A skąd pomysł, że polskie znaki “s” i “sz” jako oznaczenie dźwięków [s] i [ʃ] to światowa norma? :D
September 16th, 2010 at 15:25
Łał… Nie spodziewałam się, że to aż tak ładne miasto. I przy okazji tak uporządkowane i zadbane. Grecje, Turcje i Hiszpanie, tudzież inne zamieszkane przez sympatycznych nierobów obszary, zdążyły mi się przejeść przez wszechobecny brud i bałagan, a co za tym idzie uznaję Węgry za polecony przez ciebie kierunek turystyczny na najbliższą przyszłość.
Apartament, swoją drogą, piękny. Jeśli się będę wybierać do Budapesztu, to zgłoszę się do Jakiejś Węgierki po kontakt.
September 16th, 2010 at 16:04
Już wiem, gdzie w przyszłym roku jadę na wakacje ;]
September 16th, 2010 at 17:06
@Tesska: Połowa świata przeczyta „sh” tak samo lub bardzo podobnie. Zresztą nieważne, przecież i tak tego „s” i „sz” nie zmienią teraz. Zabawne były w Budapeszcie napisy „busz” (na określenie buspasa) czy „szexshop”. To drugie nieco schizofreniczne. Było jeszcze kilka, ale niestety już nie pamiętam.
September 16th, 2010 at 17:10
A jeśl mogę zapytać kto to Kasia?
September 16th, 2010 at 17:11
Panie Rafale zapomniałem dodac :)
September 16th, 2010 at 17:37
Posiał pan “o” w 43 zdjęciu, jest tam napisane “Bhaterów”
September 16th, 2010 at 17:49
@Błażej: dzięki, poprawione.
@Jakub: redaktorka, żona…
September 16th, 2010 at 21:25
Nie bawię się tak! Nie wiem, babcia też nie wie. Nigdzie tego nie ma! Może jeszcze jakaś mała podpowiedź?:)
September 16th, 2010 at 22:07
Albo nie, na razie jeszcze bez podpowiedzi, odkryję to! :D
Ale też Pan wymyślił zadanie… co ciekawe takie poszukiwania są o wiele ciekawsze niż nauka o lizosomach i centriolach - nie pytać co to, nie mam pojęcia, aczkolwiek ‘’powinnam to wiedzieć już od paru lat, bo to jest podstawa!'’. Tak, podstawa… ciekawe czego. Chyba bardzo wielkiego rozszerzenia.
September 17th, 2010 at 9:18
aha
September 17th, 2010 at 9:26
kojarze ten pomnik ale nie mogę sobie przypomnieć skąd a szukam i szukam
September 17th, 2010 at 14:25
Rafale, optymista z Ciebie… ;)
Zresztą, sam użyłeś zapisu “sh”, nie “sz”. A są jeszcze “sch”, “š”, “Ш” - wszystko jest kwestią tego, jaka tradycja zapisu jest w danym języku i tyle. Niemcy mają “s” jako dźwięk [z], “ss” jako [s] i “z” jako [c] - i żyją ;) Zapewne całkiem nieźle.
Za to “szexshop” rzeczywiście urocze - mogliby się zdecydować na jedną ortografię :P
Ja tam lubię takie różnice, przynajmniej jest wesoło :)
September 17th, 2010 at 16:11
Kłamie Pan że nie można szukać słów. Słowa mama i brat w prawie wszystkich językach są podobnie. Np. polski-brat, angielski brother, perski-brothar albo mama-polski mama-rosyjski mama-angielski
September 17th, 2010 at 17:27
znalazłem zdjęcia tego pomnika to jest jakiś pan z laseczkom ale nikt nie wie jak ten pomnik się nazyawa
September 17th, 2010 at 19:43
@butch: polski - brat, angielski - brother, węgierski - fiútestvér ;>
September 17th, 2010 at 22:01
Butch, te, które wymieniasz, to języki indoeuropejskie, a węgierski zalicza się do uralskich :P Ogranicz więc “prawie wszystkie” do “indoeuropejskie” i będzie git :P
September 18th, 2010 at 18:09
Macie rację, źle napisałem. Sorry.
September 18th, 2010 at 21:59
no właśnie
September 20th, 2010 at 16:31
Ha! Mówiłam! xd Mihály Károlyi, prawda? :))
Dostanę jakąś nagrodę? ;]
September 20th, 2010 at 18:53
Ale to nie był konkurs. Ja zwyczajnie zapomniałem, kogo przedstawia pomnik. Zrobiłem zdjęcie postaci ale nie pstryknąłem tabliczki. Potem sprawdziłem w przewodniku, na kilku stronach. No i nie było. Dzięki :)
September 21st, 2010 at 15:07
Żartowałam oczywiście z tą nagrodą :D
Ale fajne są takie poszukiwania, następnym razem może pan z czegoś podobnego zrobić konkurs ;>
September 28th, 2010 at 16:55
Moja siostra wróciła przedwczoraj z Budapesztu, i z tego co mówiła bardzo przygnębijające wrażenie robią wszechobecni bezdomni, do których już Węgrzy tak przywykli, że nikt się nimi totalnie nie przejmuje.
September 28th, 2010 at 19:59
Po kryzysie przyjdzie wzrost. Zamierzam wrócić tam w lepszych czasach, gdy miasto będzie jeszcze fajniejsze.
October 9th, 2010 at 10:41
Te książki są jakieś głupi. Mój kolega ogólnie się zakochał w nich .. jest chory, lekcji ode mnie nie chce … Powaliło go :/ Sorki dla Pana Kosika, ale nie lubie pana książek …