Błoto na Marsie

Kilka miesięcy temu dzięki analizie spektrograficznej przeprowadzonej przez sondę Mars Reconnaissance Orbiter (MRO) potwierdzono istnienie wody na Marsie. Ale jeszcze nie pakujcie wędek ani strojów kąpielowych. Szybko tam nie polecimy, a nawet jeśli już polecimy, to ta marsjańska „woda” okaże się jedną z rzeczy, których rozsądnie będzie unikać.

To zadziwiające, z jak skąpych informacji, dodatkowo jeszcze odartych z „nudnych” faktów naukowych, można ukręcić sensację. Wiadomo nie od dziś, że w przemyśle medialnym nie chodzi bynajmniej o informowanie, lecz o banalne wpływy z reklam, mniej banalny wzrost oglądalności/klikalności lub zupełnie niebanalne gry, które toczą się za kulisami mediów. Byłbym hipokrytą, gdybym to całkiem potępiał, bo sam wykorzystałem okazję, by podpromować moją powieść Mars. Chodzi mi o coś innego – o zawartość treści w całej tej wrzawie. Niech się to wszystko dzieje: kampanie reklamowe, talk show’y, politykierskie dyskusje i wydania specjalne programów pseudonaukowych, poprzetykane przerwami reklamowymi; ale niech pozostanie w tym coś mądrego i prawdziwego.

Tymczasem mądrości właśnie brakuje najbardziej. Gawiedź jak zwykle ma ubaw z obrazkowych memów opartych na grach słownych „woda/wóda”, i temu podobnych. Po tygodniowej erupcji wiadomości wiedza przeciętnego człowieka nadal sprowadza się do zdania „Na Marsie jest woda”. Cóż, o tym, że na Marsie jest woda, wiemy od dawna. Sensacją było odkrycie jej w postaci ciekłej, co wcześniej wydawało się niemożliwe ze względu na ciśnienie atmosferyczne i temperaturę. Jednak nawet jeśli wielkim wysiłkiem intelektualnym rozbudujemy nasz stan wiedzy do zdania „Na Marsie jest ciekła woda”, nadal będzie to dalekie od prawdy.

O współczesnej nauce trudno mówić w ciekawy sposób bez przynudzania lub popadania w skrajne uproszczenia. Gadające głowy z NASA mało kogo utrzymają przed telewizorami/ekranami dłużej niż przez minutę. Tym bardziej że za ilustrację ich ględzenia służy kilka zdjęć przypominających zaciek na ścianie i raczej techniczna niż artystyczna animacja. Żeby zwiększyć zainteresowanie tematem, wypadałoby do programu zaprosić celebrytkę, która by w kluczowych momentach przerywała wypowiedzi ekspertów pytaniami o przypuszczalne trendy w modzie kąpielowej przyszłych mieszkańców Marsa.

Kiedyś tego rodzaju newsy budziły zainteresowanie przez lata, a twórcy SF mieli czas, by napisać sążniste księgi przybliżające maluczkim tematykę w sposób przystępny i ciekawy. Dziś, zanim autor odpali fajkę i postawi pierwszą literę w powieści Marsjański nurek, świat zapomni o Czerwonej Planecie i zajmie się trójgłowym cielakiem urodzonym w Yorkshire. Trójgłowym, bo dwugłowy to już żaden temat.

Podejrzewam, że o ile do tej pory przeciętny człowiek wyobrażał sobie powierzchnię Masa jako skalisto-piaszczystą czerwoną pustynię (całkiem słusznie), o tyle teraz uzupełnił ten obraz o krystalicznie czyste strumienie płynące przez tę pustynię. Może i nie ma to wielkiego znaczenia, bo w życiu tego przeciętnego człowieka ważniejsza jest umiejętność pokrojenia chleba, ewentualnie obsługi Excela. Po co mieliby marnować czas i energię na uczenie się o Marsie, którego nigdy nie odwiedzą?

Może więc nie ma się czym przejmować? Znawcy tematu, a jest ich sporo, dysponują rozległą wiedzą, która przeciętnemu Kowalskiemu lub Smithowi do szczęścia nie jest potrzebna. Zapewne tak jest, ale pochylenie się nad tematem ukazuje dość przerażającą wizję współczesnego społeczeństwa informacyjnego, które składa się z hodowanych przez system edukacji i media konsekwentnych ignorantów. To zamazywanie granic między informacją ważną a śmieciową, prawdziwą a zmyśloną jest powszechne i całkowicie bezkarne. Przyzwyczailiśmy się do tego. Staliśmy się konsumentami informacji, więc liczy się liczba informacji, a nie jakość. O wiarygodności za chwilę nie będziemy nawet pamiętać. Godzimy się na bycie okłamywanymi i manipulowanymi, byle papka była podana w atrakcyjnej formie.

Na koniec, żeby nie wpisywać się w nurt lania wody na ten temat błota, w skrócie przypomnę ponurą prawdę o tym odkryciu. Nie jest to woda w stanie czystym ani nawet słona woda przypominająca tę morską. Po marsjańskich zboczach prawdopodobnie płynie silnie żrący wodny roztwór mieszanki soli kwasu nadchlorowego. Ten roztwór występuje w stanie płynnym w warunkach panujących przez krótki okres lata w okolicach marsjańskiego równika. Wylana tam przez nieuważnego astronautę czysta woda od razu by zamarzła i, dzięki zjawisku sublimacji, w krótkim czasie przeszła w fazę gazową.

Odzyskanie wody z tego błota jest niewiele prostsze niż odzyskanie świni z kiełbasy. Jest to wykonalne, lecz skomplikowane i wymaga sporych nakładów energetycznych. Byłoby to kłopotliwe na Ziemi, a co dopiero mówić o powtórzeniu tego procesu we wrogim środowisku. Znacznie łatwiej będzie pozyskać wodę z postaci zamarzniętej, uwięzionej w czapach lodowych na obu biegunach. Od dawna już wiemy, że lodu wodnego jest na Marsie całkiem sporo. Woda w stanie płynnym interesuje nas głównie z powodu możliwości odkrycia w niej form życia.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Błoto na Marsie”

  1. PiotrB Says:

    Ja chętnie bym przeczytał, co Autor sądzi o wizjach Elona Muska o locie na Marsa i tamtejszej bazie.

  2. Rafal Kosik Says:

    Wiele się nie zmieniło, odkąd napisałem powieść Mars. Trudno sobie dziś wyobrazić samodzielną kolonię marsjańską. Brakuje tam zbyt wielu elementów, które są nam niezbędne, jak chociażby odpowiednia grawitacja i ciśnienie atmosferyczne, o składzie atmosfery nawet nie wspominając. Wydaje się, że przy tym wszystkim trudny dostęp do wody jest jednym z mniejszych problemów.

    Jedynym docelowym stanem, o którym warto myśleć, to stworzenie kolonii samowystarczalnych. Tylko to ma sens, nawet jeśli miałoby zająć setki lat. Wojną, która niewątpliwie nastąpi za drugie tyle lat, na razie nie musimy się przejmować ;)

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).