<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?><!-- generator="wordpress/2.0.5" -->
<rss version="2.0" 
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/">
<channel>
	<title>Comments on: Bękarty wojny</title>
	<link>http://rafalkosik.com/bekarty-wojny</link>
	<description>oficjalna strona autora</description>
	<pubDate>Fri, 18 May 2012 08:12:30 +0000</pubDate>
	<generator>http://wordpress.org/?v=2.0.5</generator>

	<item>
		<title>by: Hankes</title>
		<link>http://rafalkosik.com/bekarty-wojny#comment-11830</link>
		<pubDate>Thu, 01 Oct 2009 20:31:09 +0000</pubDate>
		<guid>http://rafalkosik.com/bekarty-wojny#comment-11830</guid>
					<description>Może to będzie uznane za profanację z mojej strony, zostanę spalona na stosie z taśmy celuloidowej, przeciśnięta przez płot za pomocą butli z gazem (jak w "Oszukać Przeznaczenie 4" - największym gniocie, na jakim byłam kiedykolwiek w kinie) albo przestraszona w nocy przez Roberta "Kabaczka O Wklęsłej Twarzy" Pattinsona, ale "Bękarty wojny" są według mnie lepsze od wszystkiego, co w życiu widziałam o_O

Oglądając ten film miałam poważne problemy z utrzymaniem pęcherza w ryzach  przez masę śmiechu (no dobra, tak głośno śmiałam się tylko ja na sali - ludzie chyba nie byli pewni, co do tego, czy w ogóle wypada się śmiać). Po obejrzeniu trailera "Inglorious Bastards" byłam przerażona, że będzie to coś pompatycznego, obyczajowego i z przesłaniem. Ale "Bękarty wojny" nie mają przesłania. Ewidentnie jednoznacznie nie mają. I dobrze! 

Ostatnimi czasy przyjęło się, że dobry film musi mówić o narkomanach, pedofilach, eutanazji, wojnie w Afganistanie, deprecjonowanych homoseksualistach albo samotnych ojcach, którym nikt nie chce dać urlopu macierzyńskiego. A to tylko i wyłącznie dlatego, że od jakiegoś czasu Linklater, Tarantino, Lynch, Kubrick (z oczywistych powodów) czy Kusturica nie zrobili nic naprawdę głośnego i dobrego! Na afiszach wiszą "9" - ładny film o tym, jak można w prosty sposób coś schrzanić i naprawić z pomocą przyjaciół (lub bez), "Galerianki" - przerażająca wizja Polskiej młodzieży, która według statystyk przecież wcale nie jest taka zła, a nawet można by zaryzykować stwierdzenie, że nieźle wykształcona, oczytana i ciekawa świata i "Weronika postanawia umrzeć" - ekranizacja powieści pseudofilozoficzno-pseudoreligijno-pseudoromantycznej znienawidzonego przeze mnie autora prozy obyczajowej dla pań w średnim wieku Paulo Coelho. 

Generalizując - ostatnimi czasy oglądamy filmy, opowiadające o tym, jak dobro wygrywa ze złem, jak inni mają zrypane życie, bądź ewentualnie jak zatkać dziurę w budżecie 13-latki. To jest kino doby kryzysu. Ale ja nie przeżywam kryzysu! Ja nie mam problemów, a nawet jeśli, to rozwiązania nie będę szukać wśród hitów kinowych o zatrważająco wysokiej oglądalności. Chcę wartkiej akcji, krwistych dialogów, bohaterów, którzy rodzą intensywne emocje jednym mrugnięciem powieki, mistrzowskiej oprawy tego wszystkiego i Brada Pitta udającego, że umie mówić po włosku.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Może to będzie uznane za profanację z mojej strony, zostanę spalona na stosie z taśmy celuloidowej, przeciśnięta przez płot za pomocą butli z gazem (jak w &#8220;Oszukać Przeznaczenie 4&#8243; - największym gniocie, na jakim byłam kiedykolwiek w kinie) albo przestraszona w nocy przez Roberta &#8220;Kabaczka O Wklęsłej Twarzy&#8221; Pattinsona, ale &#8220;Bękarty wojny&#8221; są według mnie lepsze od wszystkiego, co w życiu widziałam o_O</p>
<p>Oglądając ten film miałam poważne problemy z utrzymaniem pęcherza w ryzach  przez masę śmiechu (no dobra, tak głośno śmiałam się tylko ja na sali - ludzie chyba nie byli pewni, co do tego, czy w ogóle wypada się śmiać). Po obejrzeniu trailera &#8220;Inglorious Bastards&#8221; byłam przerażona, że będzie to coś pompatycznego, obyczajowego i z przesłaniem. Ale &#8220;Bękarty wojny&#8221; nie mają przesłania. Ewidentnie jednoznacznie nie mają. I dobrze! </p>
<p>Ostatnimi czasy przyjęło się, że dobry film musi mówić o narkomanach, pedofilach, eutanazji, wojnie w Afganistanie, deprecjonowanych homoseksualistach albo samotnych ojcach, którym nikt nie chce dać urlopu macierzyńskiego. A to tylko i wyłącznie dlatego, że od jakiegoś czasu Linklater, Tarantino, Lynch, Kubrick (z oczywistych powodów) czy Kusturica nie zrobili nic naprawdę głośnego i dobrego! Na afiszach wiszą &#8220;9&#8243; - ładny film o tym, jak można w prosty sposób coś schrzanić i naprawić z pomocą przyjaciół (lub bez), &#8220;Galerianki&#8221; - przerażająca wizja Polskiej młodzieży, która według statystyk przecież wcale nie jest taka zła, a nawet można by zaryzykować stwierdzenie, że nieźle wykształcona, oczytana i ciekawa świata i &#8220;Weronika postanawia umrzeć&#8221; - ekranizacja powieści pseudofilozoficzno-pseudoreligijno-pseudoromantycznej znienawidzonego przeze mnie autora prozy obyczajowej dla pań w średnim wieku Paulo Coelho. </p>
<p>Generalizując - ostatnimi czasy oglądamy filmy, opowiadające o tym, jak dobro wygrywa ze złem, jak inni mają zrypane życie, bądź ewentualnie jak zatkać dziurę w budżecie 13-latki. To jest kino doby kryzysu. Ale ja nie przeżywam kryzysu! Ja nie mam problemów, a nawet jeśli, to rozwiązania nie będę szukać wśród hitów kinowych o zatrważająco wysokiej oglądalności. Chcę wartkiej akcji, krwistych dialogów, bohaterów, którzy rodzą intensywne emocje jednym mrugnięciem powieki, mistrzowskiej oprawy tego wszystkiego i Brada Pitta udającego, że umie mówić po włosku.
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
	<item>
		<title>by: FNiN_addict</title>
		<link>http://rafalkosik.com/bekarty-wojny#comment-11799</link>
		<pubDate>Wed, 30 Sep 2009 14:32:32 +0000</pubDate>
		<guid>http://rafalkosik.com/bekarty-wojny#comment-11799</guid>
					<description>Byłam, obejrzałam. Właśnie tego określenia - "czarna komedia" mi brakowało. Film był okrutny, krwawy i śmieszny. Prawda, dziwnie to brzmi, ale tak to wyglądało.</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Byłam, obejrzałam. Właśnie tego określenia - &#8220;czarna komedia&#8221; mi brakowało. Film był okrutny, krwawy i śmieszny. Prawda, dziwnie to brzmi, ale tak to wyglądało.
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
	<item>
		<title>by: luk</title>
		<link>http://rafalkosik.com/bekarty-wojny#comment-11737</link>
		<pubDate>Mon, 28 Sep 2009 19:47:02 +0000</pubDate>
		<guid>http://rafalkosik.com/bekarty-wojny#comment-11737</guid>
					<description>Co do soundtracku... Tarantino jest niepodważalnym mistrzem songtracków. Ma w tej dziedzinie wiele doświadczenia i obszerne archiwa, co w przypadku tego filmu właściwie uratowało ścieżkę dźwiękową :) Pierwotnie muzykę miał napisać sam Enio Morricone. Ponoć miał on jednak za bardzo napięty terminarz... szkoda. Mimo to w filmie pojawia się parę utworów Włocha, oczywiście napisanych wcześniej do innych filmów. Na uwagę zasługuje fakt, że Tarantino wybrał te mniej znane utwory, ale za to dobre utwory :) Jednak to nie to samo, co nowa, świeża partytura...</description>
		<content:encoded><![CDATA[<p>Co do soundtracku&#8230; Tarantino jest niepodważalnym mistrzem songtracków. Ma w tej dziedzinie wiele doświadczenia i obszerne archiwa, co w przypadku tego filmu właściwie uratowało ścieżkę dźwiękową :) Pierwotnie muzykę miał napisać sam Enio Morricone. Ponoć miał on jednak za bardzo napięty terminarz&#8230; szkoda. Mimo to w filmie pojawia się parę utworów Włocha, oczywiście napisanych wcześniej do innych filmów. Na uwagę zasługuje fakt, że Tarantino wybrał te mniej znane utwory, ale za to dobre utwory :) Jednak to nie to samo, co nowa, świeża partytura&#8230;
</p>
]]></content:encoded>
				</item>
</channel>
</rss>

