Bawaria

Neuschwanstein Kontakt z bawarską estetyką po dwóch tygodniach pobytu w Toskanii to jednak jest szok. Prawie tak duży, jak kontakt z estetyką Polską, po dwóch dniach w Bawarii. Tyle tam spędziłem, więc nie oczekujcie dogłębnej analizy regionu.

W Italii przejadły mi się kluchy i pizze, więc kuchnię bawarską potraktowałem jak wybawienie. Z kuchnią tą jest jednak pewien mały problem – nią nie można się najeść, nią można się tylko nażreć. Duszona kapucha z pierogami, jakimś neutronowym knedlem i dwoma rodzajami kiełbachy, wrzucone to wszystko do jednej michy i zapodane a asyście litrowego kufla piwska. Wszystko to naprawdę wyśmienite, ale po wtłoczeniu tego w siebie, człowiek czuje się jak eksperymentalna głowica biologiczna. Ta kuchnia jest bardzo podobna do polskiej, czyli ciężka i tłusta. To konieczne w naszym klimacie. W Toskanii wieczorem wyplujesz pestkę z dyni i rano masz w tym miejscu nową dynię. Na północ od Alp trzeba się na tę dynię, czy tam kartofla, napracować. A po ciężkiej pracy trzeba się nażreć, bo najedzenie się nie wystarcza. Zmiana klimatu podczas przekraczania Alp jest bardzo widoczna. W trzy godziny z sierpnia robi się październik, krótkie spodnie odchodzą do lamusa, wraca moda na polar i przestaje doskwierać brak klimy w aucie. Fajnie jest pomykać samochodem na wysokości Giewontu, choć chwilę później ma się trochę osobliwe wrażenie własnej małości podczas pokonywania ponad siedmiokilometrowego tunelu.

Wybrałem krętą szwajcarską drogę zamiast austriackiej autostrady, bo chciałem zobaczyć bawarski zamek Neuschwanstein. Momentami było ciężko, kiedy to zakręt był tak ostry, że ledwo się wyrabiałem, a droga tak stroma, że przed maską widziałem tylko niebo. Kiedy pokonałem najtrudniejszy odcinek serpentyn, zjechałem na parking, żeby popatrzeć w dół, jak inni się męczą. Załamał mnie widok śmigającego tą samą trasą zwykłego autobusu miejskiego.

Szwajcaria jest bardzo droga. Herbata kosztuje tam drożej od kubka do herbaty, a kubek drożej od herbaty. Jakby to nie było pokrętne, jest tam po prostu drogo. Może z tego powodu nie ma tam prawie stacji benzynowych – pewnie nikogo na nią nie stać. Na szczęście Szwajcaria jest mała.

„Neuschwanstein” to wbrew pozorom nie jest jedno z najgorszych przekleństw, jakim Niemiec może potraktować śmiertelnego wroga. Słowo to w melodyjnym języku niemieckim oznacza Nowy ?abędzi Zamek. Historia jego powstania łączy się z pewną romantyczno-tragiczną historią, ale nie chce mi się jej opowiadać. Sam zamek, jak na zamek przystało, stoi na szczycie skały. Prowadzi do niego asfaltowa aleja. Oczywiście można wwieźć tłuste dupsko autobusem, jeśli ktoś ma pod ręką jakieś tłuste dupsko i półtorej godziny wolnego czasu, bo tyle się czeka. Drogowskazy są ewidentnie sponsorowane przez firmę transportową – podany na nich czas dotarcia do zamku jest dwukrotnie dłuższy od rzeczywistego. Wejście do zamku to wysiłek raczej niewielki, na pewno mniejszy niż podejście z Kuźnic do Murowańca. Polecam spacerek.

Neuschwanstein dało by się zdobyć, używając stołka kuchennego w charakterze machiny oblężniczej. Z bliska widać fejkowość detali i przerost formy nad treścią. Zamek powstawał od 1869 roku, kiedy to tego typu budowle nie miały znaczenia militarnego. Budowniczowie zdawali sobie z tego sprawę, ale wola i gust króla Ludwika II Bawarskiego były silniejsze. Czas pokazał, że król miał rację – po stu latach reszta świata estetyką dostosowała się do jego zamku. Jeśli w Sevres znajduje się wzorzec metra, to Neuschwanstein jest wzorcem kiczu. Nie zmienia to faktu, że miejsce jest bardzo romantyczne. Może dlatego właśnie Disney wybrał ten zamek na wzór dla swojego logo. W każdym Disneylandzie na świecie musi być zamek, a zamek ten musi być kopią Neuschwanstein.

Czy warto nadkładać 400 km, żeby zobaczyć ten zamek? Nie wiem. W zawodzie pisarza podróże są bardzo ważne. To jak ładowanie akumulatorów. Standardowe pytanie do pisarza (a pewnie do reżysera, kompozytora itp. również) brzmi „Skąd czerpie pan pomysły?”. No więc właśnie stąd. Nie z Bawarii konkretnie, ale z obserwacji i przetwarzania zmiennego środowiska. Jeśli jednak jesteś managerem na pospiesznych wakacjach, daruj sobie nadkładanie 400 km w drodze do Włoch.

Powrót do swojskiego polskiego syfu jak zwykle doprowadza mnie na skraj depresji. Masakra zaczyna się już kilkadziesiąt kilometrów od naszej południowej granicy. Czeska autostrada staje się coraz węższa, coraz bardziej wyboista, aż w końcu zamienia się w zakorkowaną wąską drogę, gdzie brakuje tylko chłopa pędzącego krowy. Ciężko w to uwierzyć, ale w Polsce robi się jeszcze gorzej – znika nawet przerywana linia na środku drogi, a pobocze przynależy już do strefy mroku. I tak przez następne kilkaset kilometrów aż do Częstochowy. Tam dziurawa i krzywa trasa Warszawa-Katowice z maluchami na lewym pasie i chamami w samochodach z rejestracją niewiadomoskąd jawi się nam autostradą zachodzącego słońca.

Jesteśmy w domu.

Domek, jeszcze po włoskiej stronie AlpCiekawe, czemu akurat tamWodospadAlpejski widoczekNiezdecydowany tunelChyba zaporaZabezpieczenia przeciwko staczającym się owcomAlpejskie szczytyMartens AlpyPrzerwa w górachLandszafcikBudowanie linii kolejowych w Alpach to musi być niezła zabawaMobilna lodówka na piwo?Bawarskie okno z bawarskimi firankami i bawarskimi kwiatkamiTunel na tuneluCo pagórek to wieżyczkaCabrioKościół cabrioCzy zakręciłem gaz? Zaczekaj chwilę. Wrócęe i sprawdzę.KościółMalarstwo iluzoryczne: kura przytrzaśnięta balkonemPrzekąska przed starteremSzkoda, że nie miałem czasu pochodzić po tych pagórkachAlpyChyba będzie padaćWykrakałem...Kościół wylądowałTo się chyba nazywa ordnungRammstein też tak zaczynaliOdkurzanie górskiego szlakuNeuschwansteinNeuschwansteinNeuschwansteinNeuschwansteinNeuschwansteinNeuschwansteinMartens NeuschwansteinNeuschwansteinNeuschwansteinOkolice NeuschwansteinNeuschwanstein


Udostepnij
Glodne Slonce

5 Responses to “Bawaria”

  1. cascadebadge Says:

    Zamek jak z plastiku. Przynajmniej tak wygląda.
    Mam pytanie? Jakim sposobem zamieścił pan całą podróż po Toskanii
    w tak wielu częsciech. Musiało to byc jakiś czas temu skoro bywa pan na różnych spotkaniach. Jak pan pamięta szczegóły?
    A tak z innej beczki: Kiedy będzie pan w krakowie??

  2. cascadebadge Says:

    PIERWSZY!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  3. medar93 Says:

    wow, piękne zdjęcia Pan robi, Panie Rafale :] też kocham robić zdjęcia :) a Bawarię pewnie zwiedzę :)

  4. joe_cool Says:

    taaa, bawarskie jedzenie. Mama kiedyś w Monachium zamówiła coś lekkiego i dostała sałatkę… z ziemniakami, szynką i majonezem :D

  5. mateusz Says:

    U niemców tak jest ;]
    Chociaż u mnie, na północy też nie lepiej.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).