Bar Sam w Warszawie

SamPomyślałem sobie, że jeśli już się wziąłem za recenzowanie knajp (wprawdzie pobieżne, ale jednak), to w sumie powinienem pisać bardziej o Warszawie, gdzie znam tych knajp najwięcej. A że myśl ta wpadła mi do głowy w barze Sam na Lipowej, gdzie właśnie spożywam śniadanie, to czemu nie zacząć od tego miejsca.

Okolice Lipowej i Browarnej stały już się kolejnym zagłębiem knajpianym Warszawy. Wprawdzie tu też mieszkają antyspołeczni emeryci uprzykrzający życie właścicielom i klientom, jednak jakoś udało się ten rejon ożywić. Oznacza to, że na szarego zgreda też jest sposób.

Sam wygląda jak szwedzki bar mleczny. Rzecz jasna, nie wiem, jak wygląda szwedzki bar mleczny, potrafię jednak go sobie wyimaginować. Dla ścisłości więc Sam wygląda jak mój wyimaginowany szwedzki bar mleczny. Obowiązują jasne kolory i proste formy. W zasięgu wzroku nie ma niczego, co nie byłoby odcieniem szarości lub jasnym drewnem. Tu właśnie w świetle jarzeniówek odbijających się od luster i białych ścian spotykają się hipsterzy z kurierami rowerowymi by wspólnie w cieniu celebrytów kontestować koncepcję przytulnego pubu. Tak przypuszczam i wnoszę z podsłuchanych rozmów. Uniknąć podsłuchiwania nie sposób, bo stoliki są ustawione tak, że wszyscy siedzą sobie na głowie, a akustyka jest jak w garażu podziemnym. Jest więc ascetycznie jak w Charlotte, a dodatki upiększające mogą znajdować się jedynie na wchodzących tu hipsterach. Wielkie szyby eksponują wnętrze tego hipsterarium, by zwabić tu kolejnych posiadaczy Macbooków.

A jednak Sam trafia w gusta ludzi, którzy lubią atmosferę wyimaginowanego szwedzkiego baru mlecznego. Bo klientów i to całkiem zadowolonych nie brakuje. Menu nie jest specjalnie rozbudowanie, co zwykle jest dobrym prognostykiem jakości. Jest też zmienne menu modyfikowane na bieżąco na wielkiej tablicy (tablica czarna, kreda biała), co jest jeszcze lepszym prognostykiem jakości. Tutejszą kuchnię można określić jako fusion. Na przykład hamburger formalnie z nazwy i wyglądu jest hamburgerem, smakuje jednak inaczej, niż można by się spodziewać. Przyrządzony z mięsa indyka z dodatkiem orientalnego sosu z kolendrą nie przypomina tego, co możemy dostać np. w Hardrock Cafe. Jest jednak całkiem smaczny. Z lżejszych dań dobry jest humus, choć za słabo doprawiony. Na szczególną uwagę zasługuje jednak laksa, czyli zupa z rejonu Azji południowo-wschodniej, z mleka kokosowego i curry z krewetkami, kurczakiem i makaronem. Dostępu do samej zupy na talerzu bronią zasieki zielonych ozdób. ?adnie to wygląda i pewnie ktoś nawet dałby radę to zjeść. Ja na wszelki wypadek odsuwam to na bok. Laksa bez zasiek jest przepyszna.

Sam jest też całkiem niezłą śniadaniownią – można tu zjeść prostą jajecznicę, bajgle i kanapki (na polecenie zasługuje ta z pastą jajeczną), jak i śniadania dla mnie typowo masochistyczne, czyli owsianki. Sympatyczne są też bruscetty z chleba na zakwasie. Kawa oczywiście dobra, bo bez tego nie można już funkcjonować w Warszawie. Na zimne dni polecić można również rozgrzewającą herbatę imbirową, która wprawdzie nie jest herbatą, ale rozgrzewa. Bonusem jest sklep z wybitnym pieczywem własnego wypieku i malutkie delikatesy ze specjałami, których w zwykłych delikatesach raczej się nie znajdzie. W tłusty czwartek zjadłem tam najlepsze od lat pączki, z prawdziwą różaną konfiturą.

Nie jest to restauracja do ucztowania, bardziej kawiarnia z opcją lokalnej likwidacji zjawiska głodu. Miejsce w sumie nie w moim typie, ale polecam, bo obiektywnie to fajne miejsce.

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam

Sam


Udostepnij
Glodne Slonce

4 Responses to “Bar Sam w Warszawie”

  1. y Says:

    To widzę, że była niezła uczta, jak zwykle zresztą :D

  2. Rafal Kosik Says:

    Spokojnie, to nie są zdjęcia z jednego dnia, ani tym bardziej dań dla jednej osoby.

  3. Fan anonim Says:

    Czy nikt się nie dziwi gdy ktoś przychodzi do knajpy i zaczyna robić zdjęcia potrawą?

  4. Woju Says:

    potrawOM w tym przypadku.
    W czasach instagrama? Z jedzeniem w knajpie albo i samą kawą jest “pics or didn’t happen” :D

    Hamburger wygląda zaskakująco… domowo. Sam takie lepię, tylko jednak z krowiny :)

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).