Bar
Bar, jak większość tego typu miejsc, był dosyć mroczny, ale w przeciwieństwie do większości tego typu miejsc nie był zadymiony. Wyjaśnić obydwie cechy można w prosty sposób: od miesiąca nie było prądu, a klientów od jakiś dwu tygodni. Poprawka: był jeden klient, do tego stały, ale nie palił. Pił za to dużo.
Bar miaÅ‚ ten duży plus, że znajdowaÅ‚ siÄ™ w suterenie. Nie byÅ‚o tu dużych okien przez które wpadaÅ‚oby Å›wiatÅ‚o czy gwar miasta. Gwar miasta… jaki gwar miasta?…
– Wiesz co… – odezwaÅ‚ siÄ™ staÅ‚y klient znad szóstej szklanki szkockiej z colÄ….– Wcale nie zamierzam siÄ™ zapijać na Å›mierć.
Był drobnym facetem pod czterdziestkę, już łysiejącym. Tania, szara marynarka wisiała na jego wąskich ramionach, jak na sklepowym wieszaku.
– Wiem też, co sÄ…dzisz o mieszaniu szkockiej z colÄ… – kontynuowaÅ‚ nalewajÄ…c sobie kolejnego drinka poÅ‚owÄ™ rozlewajÄ…c na lepiÄ…cy siÄ™ bar. RobiÅ‚ to sam. Rachunek i tak musiaÅ‚ siÄ™ zgadzać, skoro byÅ‚ jedynym klientem.– Ale pijÄ…c samÄ… whisky mógÅ‚bym siÄ™ zapić, prawda? Jak mieszam, to siÄ™ nie zapijÄ™… Nieważne… Jak myÅ›lisz, ile czasu przetrwajÄ… dane na twardych dyskach serverów? Dziesięć lat? DwadzieÅ›cia? Stare ksiÄ™gi, takie robione z papieru ze szmat, nie z pulpy drzewnej, potrafiÅ‚y przetrwać chyba z pięćset? Jak myÅ›lisz? Ciekaw jestem losu mojego konta e-mailowego. Kilku wiadomoÅ›ci nie zdążyÅ‚em przeczytać nim wyłączyli prÄ…d.
Mieszadełkiem do drinków przesuwał nieistniejące kostki lodu w szklance. Nie miał zbyt barwnego życia, a połowa najciekawszych wydarzeń rozegrała się w ostatnim miesiącu. Tematy do opowiadania skończyły mu się kilka dni temu, więc opowiadał je na nowo koloryzując w inny sposób.
– KorespondowaÅ‚em z facetem z Alabamy – ciÄ…gnÄ…Å‚.– StÄ…d wiem, że to nie wydarzyÅ‚o siÄ™ tylko w Polsce. Wiesz, to nie staÅ‚o siÄ™ nagle… OpowiadaÅ‚em to wiele razy, wiem, ale to najbardziej niesamowita historia, jakÄ… przeżyÅ‚em i zapewne ostania, wiÄ™c pozwól, że opowiem jÄ… jeszcze raz. To nie staÅ‚o siÄ™ nagle. Najpierw ci sÄ…siedzi z przeciwka, ci co mieli starego Saaba, zapakowali do bagażnika dwie wypchane torby i odjechali. MyÅ›lÄ™, że oni wÅ‚aÅ›nie byli pierwsi. PrzyjechaÅ‚a ich córka i zrobiÅ‚a z tego solidnÄ… aferÄ™. ByÅ‚a też policja. Cóż to daÅ‚o? Rodziców jak nie byÅ‚o tak nie ma… – mężczyzna zaÅ›miaÅ‚ siÄ™ koÅ„czÄ…c kaszlem.– Po tygodniu wyjechali nastÄ™pni, nawet nie zamykajÄ…c okna na piÄ™trze. Wtedy jeszcze nie łączyÅ‚em sobie tego w caÅ‚ość. SÄ…siad, to byÅ‚ ktoÅ›, komu mówiÅ‚o siÄ™ “dzieÅ„ dobry” i szÅ‚o w swojÄ… stronÄ™ nim zdążyÅ‚ sprzedać ci jakiÅ› swój problem w stylu “nie mogÄ™ odkrÄ™cić syfonu w Å‚azience, a widziaÅ‚em, że pan ma takÄ… dużą żabkÄ™…” Im mniej spotykaÅ‚em sÄ…siadów, tym lepszy miaÅ‚em humor. Ech… Nawet nie wiesz, ile dziÅ› bym daÅ‚, żeby ktoÅ› sprzedaÅ‚ mi jakiÅ› swój problem. Wtedy jednak wracaÅ‚em z pracy i jedyne, co chciaÅ‚em zrobić, to usiąść przed telewizorem i poprzerzucać kanaÅ‚y popijajÄ…c piwko. Nawet żony nie chciaÅ‚em oglÄ…dać. PiÄ™tnaÅ›cie lat po Å›lubie może siÄ™ znudzić – znów siÄ™ zaÅ›miaÅ‚ i znów zakaszlaÅ‚.– Zaczęło siÄ™ na poważnie koÅ‚o dwudziestego lipca. Dziennie z sÄ…siedztwa odjeżdżaÅ‚ co najmniej jeden samochód. ZaczÄ…Å‚em siÄ™ bać dopiero, gdy pewnego dnia przyszedÅ‚em do biura i zastaÅ‚em zamkniÄ™te drzwi. Już przedtem biurka obok robiÅ‚y siÄ™ puste, ale… zamkniÄ™te drzwi? Wtedy wÅ‚aÅ›nie pojawiÅ‚em siÄ™ tu po raz pierwszy, ale tego dnia poprzestaÅ‚em na jednym piwie. ByÅ‚o tu wtedy jeszcze paru chÅ‚opaków…
Mężczyzna rozejrzał się po pustych ławach i zakurzonej podłodze baru. Westchnął.
– Kiedy zobaczyÅ‚em tych staruszków z rudery na rogu, jak pakujÄ… walizkÄ™ do Trabanta, poszedÅ‚em do nich i zapytaÅ‚em, gdzie siÄ™ wybierajÄ…. Powiedzieli “na zakupy” i unikajÄ…c mojego wzroku wskoczyli do Å›rodka. Odjechali pozostawiajÄ…c za sobÄ… jedynie siwy dym. Tak samo odpowiedziaÅ‚ student, który z braku samochodu odszedÅ‚ piechotÄ… z wielkim poÅ‚atanym plecakiem Polsportu.
Kolejna porcja szkockiej znalazła się w szklance. Chwilę później dołączyła do niej cola. Jak co dzień, im później się robiło, tym proporcje coraz bardziej zmieniały się na korzyść szkockiej.
– Zapewne ciekawi ciÄ™, co staÅ‚o siÄ™ z mojÄ… żonÄ…… ZapytaÅ‚em jÄ… gdzie siÄ™ wybiera, gdy bez sÅ‚owa wsadziÅ‚a do bagażnika torbÄ™ podróżnÄ… i otworzyÅ‚a bramÄ™. Zdziwiona odpowiedziaÅ‚a “jadÄ™ na zakupy”, ale spojrzenie miaÅ‚a niewyraźne. Nie zdziwiÅ‚o mnie to nawet, bo sytuacja w kraju nie byÅ‚a normalna a przygotowanie zapasów wydawaÅ‚o siÄ™ jak najbardziej na miejscu. A ta torba? JakoÅ› mnie to nie zainteresowaÅ‚o. Dlaczego nie pojechaÅ‚em z niÄ…, albo zamiast niej? Nie to, żebym jakoÅ› szczególnie nie lubiÅ‚ robić zakupów. Sytuacja byÅ‚a jednÄ… z tych, w które siÄ™ nie wierzy, choćby siÄ™ powtarzaÅ‚a setny raz. PowiedziaÅ‚a “jadÄ™ na zakupy”. Tak samo mówili ludzie, którzy już nie wrócili. Ale, na Boga, ona co trzy dni jeździÅ‚a na zakupy! To byÅ‚ jedyny sport jaki uprawiaÅ‚a.– OparÅ‚ gÅ‚owÄ™ na dÅ‚oniach leżących na barze, ale nie zaczÄ…Å‚ pÅ‚akać.– Nie kochaÅ‚em jej wcale. Gdybym kochaÅ‚ może bym jej nie puÅ›ciÅ‚, może przeczucie by mi coÅ› podpowiedziaÅ‚o, ale my żyliÅ›my po prostu obok siebie i jej wyjazd do sklepu oznaczaÅ‚ dla mnie godzinÄ™ spokoju. W ogóle nie zastanawiaÅ‚em siÄ™ nad tÄ… torbÄ… w bagażniku. Dlaczego nie zdziwiÅ‚a mnie ta torba? Nie, nie miaÅ‚em nadziei na pozbycie siÄ™ żony. Rozumiesz, byÅ‚o mi potem smutno, ale nie aż tak, jak powinno. ZadzwoniÅ‚em na policjÄ™. Nikt nie podnosiÅ‚ sÅ‚uchawki. Oni też pojechali na zakupy, wiÄ™c daÅ‚em sobie spokój.
Wrzucił dwa złote do automatu z orzeszkami i przekręcił mechanizm. Kilkanaście tłustych kształtów obsypanych drobno zmieloną solą wypadło na małą, tekturową tackę. Przysunął ją do siebie i niechętnym ruchem włożył pierwszego orzeszka do ust.
– Dosyć dÅ‚ugo towarzyszyÅ‚a mi staruszka z pobliskiej kamienicy. Mieszkali tam sami starsi ludzie i w myÅ›lach nazywaÅ‚em “pensjonariuszami”. Wiem, nieÅ‚adnie, ale nigdy nie powiedziaÅ‚em tak na gÅ‚os. KÅ‚aniaÅ‚em siÄ™ tej staruszce idÄ…c do twojego baru, a ona uÅ›miechaÅ‚a siÄ™ do mnie i też kiwaÅ‚a gÅ‚owÄ…. Starsi ludzie potrafiÄ… caÅ‚y dzieÅ„ przesiedzieć wyglÄ…dajÄ…c przez okno na ulicÄ™, na której nic siÄ™ nie dzieje. WracajÄ…c już siÄ™ jej nie kÅ‚aniaÅ‚em, bo ona spaÅ‚a, a ja skupiaÅ‚em siÄ™ na dojÅ›ciu do domu i przewróceniu siÄ™ na łóżko zamiast na nocny stolik. Dziesięć dni temu nie zobaczyÅ‚em babci. PoczuÅ‚em wtedy jakiÅ› ludzki odruch… takie poczucie wiÄ™zi przez to codzienne kÅ‚anianie siÄ™… Wiesz co mam na myÅ›li… Może staruszka nie miaÅ‚a co jeść, albo zemdlaÅ‚a. WszedÅ‚em do kamienicy czujÄ…c siÄ™ jakbym… – uniósÅ‚ ramiona szukajÄ…c odpowiedniego okreÅ›lenia – jakbym byÅ‚ naprawdÄ™ dobrym czÅ‚owiekiem. WchodzÄ…c po schodach prawie pÅ‚akaÅ‚em z tego poczucia wÅ‚asnej szlachetnoÅ›ci. NacisnÄ…Å‚em dzwonek, ale nie byÅ‚o przecież prÄ…du. Wtedy chciaÅ‚em zapukać… jednak powstrzymaÅ‚em siÄ™. Co bym zrobiÅ‚, gdyby siÄ™ okazaÅ‚o, że ona na prawdÄ™ nie ma co jeść? MusiaÅ‚bym pojechać na zakupy. Nie muszÄ™ ci chyba tÅ‚umaczyć dlaczego nie miaÅ‚em na to ochoty. CaÅ‚a szlachetność uszÅ‚a ze mnie, jak powietrze z dziurawej piÅ‚ki. Teraz z tego wszystkiego muszÄ™ chodzić innÄ… trasÄ…. Babcia o maÅ‚o co nie sprzedaÅ‚a mi swojego najwiÄ™kszego problemu.
CzÄ™sto myÅ›laÅ‚em wieczorami, zastanawiaÅ‚em siÄ™, gdzie ci wszyscy ludzie poszli. No, bo cóż to znaczy “na zakupy”? Nigdy nie lubiÅ‚em robić zakupów, ale wiem, że od tego siÄ™ nie umiera. Może tam gdzie szli byÅ‚y jakieÅ› punkty zborne dla udajÄ…cych siÄ™ na sÄ…d ostateczny? Takie terminale do nieba. Może hasÅ‚o “na zakupy” wymyÅ›lono, by mnie zmylić? Czy ja jestem aż tak zÅ‚y, żeby mnie tak podstÄ™pnie pominąć? Nie jestem zÅ‚y… Może nie odebraÅ‚em e-maila z instrukcjÄ… postÄ™powania i lokalizacjÄ… mojego terminala?…
Tak, wiem. To pijackie brednie. Chyba jestem już pijakiem, nie?
Ile masz tej whisky? Jeszcze ze dwie butelki… Co potem? BÄ™dÄ™ piÅ‚ White Russian? Przy trzecim siÄ™ spawiÄ™. Nie umiem przyrzÄ…dzać innych drinków, a poÅ‚owy z tych twoich specjałów nie da siÄ™ pić z colÄ…. Och… na szczęście jest jeszcze wódka.
Dziesięć dni temu widziaÅ‚em samochód przemykajÄ…cy MarymonckÄ…. ZaczÄ…Å‚em biec, ale wiesz, jak siÄ™ biega po codziennym piciu od miesiÄ…ca… Nawet zapachu spalin nie poczuÅ‚em.
To przykre… tak patrzeć na rozpad. Rozumiesz, reality show, entropia na żywo…
Najpierw baÅ‚em siÄ™ rachunku, ale potem zrozumiaÅ‚em, że ten już nigdy nie przyjdzie. WykrÄ™caÅ‚em wiÄ™c numery przypadkowych osób, najpierw z książkÄ… telefonicznÄ…, potem tak, z gÅ‚owy. Raz odebraÅ‚o dziecko. PÅ‚akaÅ‚o, ale nie potrafiÅ‚em od niego wyciÄ…gnąć, gdzie jest. Jak w tym dowcipie mówiÅ‚o caÅ‚y czas “W domu, jestem w domu…” Może i lepiej dla mojego sumienia bo i tak nie odważyÅ‚bym siÄ™ pojechać. KtoÅ› na górze mógÅ‚by to zinterpretować, jako wyjazd “na zakupy”.
Nie wyobrażasz sobie nawet, jak bardzo człowiek potrafi się czuć rozpieprzony. Wstaję rano i siadam przy stole. Nie jestem w stanie umyć zębów, bo to zbyt złożona czynność. W głowie kotłują mi się myśli, jakieś niezrealizowane zamówienia sprzed miesiąca mieszają się z rozwiązanym od dwóch dni butem (nie zdejmuję już butów do snu). Czuję się, jakbym spadał wewnątrz super-chaosu musząc nad nim zapanować. Wtedy wypijam setę (pożyczyłem dwie butelki z twojego zaplecza, dopisz do rachunku). Chaos nie znika, ale wtedy przynajmniej nie odczuwam potrzeby zapanowania nad nim. Odliczam czas do wyjścia z domu, albo od razu wychodzę. Teraz już nie myślę wieczorami, nocą nawet nie wiem gdzie kończę się ja a gdzie zaczyna się pościel. To idiotyczne uczucie, ale i tak lepsze od tych rozmyślań.
Internet zdechÅ‚ wtedy, kiedy i telefony, na dwa dni przez elektrowniÄ…. WczeÅ›niej sprawdzaÅ‚em strony różnych polskich miast i patrzyÅ‚em, jak kolejno przestajÄ… istnieć. Potem dopiero doszÅ‚o do mnie, że to nic nie znaczy, bo strona Szczecina może siÄ™ znajdować w Krakowie. Sieć kurczyÅ‚a siÄ™ w strasznym tempie. Pod koniec znalazÅ‚em tego faceta z Alabamy. Potem trzy dni i byÅ‚o po ptakach. Amerykanin miaÅ‚ ciekawÄ… teoriÄ™ od czasu kiedy jego żona pożegnaÅ‚a go sÅ‚owami “I’m going for a shoping”. PowiedziaÅ‚, że to jakaÅ› super promocja. Im wiÄ™cej kupisz, tym mniej pÅ‚acisz. Ci wszyscy ludzie biegajÄ… teraz po hipermarketach i zwalajÄ… wszystko do wózków, bijÄ… siÄ™ miÄ™dzy sobÄ… i wydzierajÄ… sobie paczki pieluch, puszki z mielonkÄ… i sÅ‚one paluszki.
Mężczyzna oparł głowę o bar nie dbając o pozlepiane włosy. Zasnął na dwie minuty, po czym poderwał głowę i kontynuował:
– Czyż to nie Å›wiadczy o nas źle, że dzieÅ‚o naszej epoki - internet - przetrwaÅ‚o bez nas zaledwie kilka tygodni? Stonehenge… rzymskie akwedukty stojÄ… do dziÅ›, a kilka z nich nawet dziaÅ‚a. Za kilka lat caÅ‚y nasz dorobek przepadnie. WÅ‚aÅ›nie! Ile czasu może leżakować whisky? SÄ… takie dwunastoletnie, to wiem, ale co potem? Zaczyna siÄ™ psuć, czy co? SprawdziÅ‚em caÅ‚e zapasy żywnoÅ›ci w piwnicy, bo wiesz… bez obrazy, ale rzygam już tymi twoimi orzeszkami. Nie zawierajÄ… kompletu witamin. Konserwy wyjem nim minie ich best before. A potem, zakÅ‚adajÄ…c, że siÄ™ nie zapijÄ™… potem, cóż, w koÅ„cu i ja bÄ™dÄ™ musiaÅ‚ iść na zakupy.
Udostepnij
August 16th, 2008 at 19:18
Ciekawa strona, trafilem tu przypadkowo, ale od dzis bede wpadal czesciej, pozdro