Bangkok (5)

Durian - najbardziej śmierdzący owoc świata
Azja to jeden z siedmiu najciekawszych pod względem kulinarnym kontynentów świata. Banany prosto od krowy smakują lepiej niż te z automatycznych dojrzewalni w Zgorzelcu. To oczywiste. Tam owoce regionalne smakują bardziej. Jakby odparować z nich nadmiar wody i zostawić esencję. Z przeskalowania smaku mandarynki muszę określać jej smak jako „orzechowy” – wcale nie dlatego, że smakuje orzechowo, tylko do opisania jej hipersmaku już nie wystarcza stopni pomarańczowości. Analogicznie: pomyśl sobie „biały” a potem pojedź do Arktyki i szukaj nowego słowa.

Wielu ludzi choruje zaraz po przyjechaniu, część po kilku dniach, część po powrocie. Dlaczego? Schabowy trawi się według innych procedur niż pad thai horkai. Ale jest na to sposób, częściowo można się przyzwyczaić jeszcze w Polsce. My generalnie od dawna próbujemy kuchni z różnych rejonów świata, więc nasze żołądki po pierwszym obiedzie w Bangkoku otworzyły po prostu Księgę Trawienną na odpowiedniej stronie i już wiedziały, jakich odczynników użyć.

Oczywiście nic nas nie uchroni przed bakteriami, których w Europie nie ma. Warto przestrzegać kilku podstawowych zasad. Niektóre są oczywiste, inne nie. Najważniejsza z nieoczywistych brzmi: usta należy płukać wodą mineralną. Dotyczy to również czyszczenia szczoteczki do zębów. Druga brzmi: nie pić drinków z lodem, ponieważ lód może być zrobiony z nieprzegotowanej wody, a zahibernowane w nim bakterie jak Alien dostaną się wprost do ciepłego habitatu o nazwie zgodnej z tą w polu „surname” w twoim paszporcie. Ja akurat nie unikałem lodu. Jedynie początkowo po każdym napoju z lodem pociągałem solidny łyk Żołądkowej Gorzkiej. Potem już i tego mi się nie chciało robić. Nie wiem, na ile było to pociąganie skuteczne, faktem jednak jest, że nie mieliśmy nawet czkawki.

Jeśli ktoś regularnie przesadnie przestrzega czystości, myje ręce mydłem po kilka razy dziennie, to doprowadza do sytuacji, w której jego układ immunologiczny się rozleniwia. Jak wojsko bez manewrów. Poza tym, im mniej bakterii sojuszniczych, tym łatwiej o zakażenie bakteriami wrogimi. Proszę biologów o wybaczenie słownictwa, ale ja nie znam tak trudnych określeń jak np. symbiont.

Idąc przez dzielnicę biznesową Bangkoku bezskutecznie szukaliśmy lokalnej kuchni wśród McDonald’sów, KFC i Starbucksów. Ma to pewne uzasadnienie, bo zachwyt kuchnią tajską trwa około dwóch tygodni, a potem każdy przybysz chce wreszcie zjeść po ludzku. Nie byliśmy na tym etapie, więc znaleźliśmy w końcu jakąś tanią jadłodajnię i zamówiliśmy dania, których nazwy brzmiały znajomo, czyli jakieś podstawowe. Smakowały dokładnie tak, jak te, które robimy w domu, co pozwala przypuszczać, że w Kuchniach Świata sprzedają te same składniki. Nie był to dobry wybór, bo prawdziwe jedzenie zaczyna się dalej od turystycznych szlaków, a zwykle im bardziej przaśna kuchnia, tym lepiej tam karmią.

Durian, zakazany owoc. Śmierdzi zgniłą cebulą usmażoną na zjełczałym smalcu z wanilią. Nie wolno go wnosić do hoteli i środków transportu publicznego. Smakuje jak banan zmiksowany z nutką cebuli usmażonej na zjełczałym smalcu z wanilią. Oczywiście go spróbowaliśmy. Po czterech godzinach, po umyciu zębów, przepiciu piwem i Żołądkową Gorzką, po wyżuciu dwóch paczek gumy miętowej, wspomnienie duriana wciąż było żywe. Śmierdzi to nieziemsko, a smak niestety tego smrodu nie rekompensuje. Jest to jedyny zapach, który nie słabnie po zawinięciu jego źródła w dwie szczelne torebki foliowe.

Ulice Bangkoku są wielofunkcyjne. W jednym miejscu stoi trzydziestopiętrowy biurowiec, a obok parterowa szopa przed którą stara Tajka pierze ręcznie w wielkiej misce, zaraz bar z dwoma stolikami, a za nim elegancki salon meblowy. Bezpańskie psy lub pańskie, ale w luźnych związkach, szwendają się samotnie lub grupami. Nie są agresywne i sprawiają wrażenie śniętych, jakby ktoś regularnie dosypywał im do karmy otępiacze. Co ja piszę? Jakiej karmy? One zwyczajnie wyżerają resztki ze śmietników. Jeżeli śpią, to na środku chodnika, a wszyscy je omijają. Zero planowania dnia, zero dbałości o kondycję fizyczną. To takie rasta-psy są.

W kontrze do tego sympatycznego bajzlu hotele są enklawami profesjonalnego luksusu, za który trzeba zapłacić mniej niż za pokój bez łazienki w motelu na peryferiach Wypierdziszewa Dolnego. Bardzo sprytnie rozwiązano tu problem różnych standardów gniazdek elektrycznych. Otóż w gniazdka (250V) daje się wtykać zarówno europejskie, jak i amerykańskie wtyczki. Jakże proste, a jednocześnie wygodne rozwiązanie. W hotelach w centrum Bangkoku są gniazdka pasujące chyba do wszystkich możliwych standardów, bo wyglądają jak fragment modułu dokującego ISS. Urządzenia sprzedawane tutaj mają wtyczki standardu amerykańskiego. Ciekawym efektem różnicy napięć jest czas ładowania akumulatorów. Akumulator do Nikona ładuje się tutaj jakieś 2-3 godziny. Nie mierzyłem dokładnie, ale wydaje się, że to o połowę krócej niż w Polsce. Dla porównania w USA ta sama ładowarka ładowała ten sam akumulator godzin niemal dziesięć.

Bangkok

Uliczna jadłodajnia

Uliczna jadłodajnia

Bangkok - chińska dzielnica

Bangkok - chińska dzielnica

Bangkok - chińska dzielnica

Bangkok - chińska dzielnica

Bangkok - chińska dzielnica

Singha to tamtejszy Żywiec

Jedzenie wprost na ulicy

Bangkok - chińska dzielnica

Produkty globalnych marek wyglądają podobnie, a smakują tak samo. Czasem może to być wybawieniem

Dziki ryż jest w Tajlandii tańszy ponad dziesięciokrotnie. Gdyby wypakować nim walizkę, zwróciłby się koszt biletu lotniczego

Chipsy o konsystencji waty cukrowej i smaku słodkiej wieprzowiny

Śniadanie za 4 PLN. To zielone coś, to grona zielonego pieprzu

Coś, czego podwójnie nie należy spożywać: sok ze świeżych owoców z lodem

Kawa identycznie podana jak w EU i identycznie smakuje

Bangkok

Nie odmówiłem sobie:)

Zgadnijcie, jak smakuje McDonald's - tak samo

Znów very fast food

To dopiero smakuje inaczej. Najostrzejsze snacki, jakie jadłem

Knajpy dla turystów serwują gorsze jedzenie, ale za to drożej

Restauracja hotelowa to już niestety cena europejska

Bangkok

Widok z trzydziestego piętra daje namiastkę Nowego Yorku

Bangkok z wysoka

Z jednej strony puszki napisy po tajsku, z drugiej po angielsku, ale i bez tego zwykle można się domyśleć, co jest w środku


Udostepnij
Glodne Slonce

10 Responses to “Bangkok (5)”

  1. flamenco108 Says:

    Piękne :-) Duriana bym nie spróbował, boję się smrodu, ale te knajpki ze stolikami na trasie szybkiego ruchu - oto kwintesencja Azji. Z każdym odcinkiem reportażu bardziej zazdroszczę wycieczki.

  2. Misiek Says:

    Czas ładowania. Przypadek? Standardowa ładowarka może działać w danym zakresie napięcia. W każdym przypadku na output zobowiązana jest dać takie samo napięcie i natężenie. Być może 120V w USA i 250V w Tajlandii wykraczają poza zakres pracy ładowarki i stąd różnice :) Mógłby Pan sprawdzić co jest napisane na tabliczce znamionowej? Jestem ciekawy. Moja laptopowa ładowarka może pracować w zakresie 100-240V. Te dodatkowe 10V raczej nie przyspieszyłoby znacząco czasu ładowania.

    Pozdrawiam :)

  3. Fan anonim Says:

    Musiał Pan mieć naprawdę fajną wycieczkę. Ile czasu ona właściwie trwała?

  4. Rafal Kosik Says:

    10 dni. Lepiej poświęcić co najmniej dwa tygodnie, nawet miesiąc, ale tyle czasu nie miałem. Znam ludzi, którzy w Tajlandii spędzili więcej.

  5. Andrzej Says:

    Dokąd Pan śmiga dalej? Japonia, Chiny, Birma? :)

  6. Fan anonim Says:

    No właśnie. Planuje Pan jeszcze jakieś wycieczki?

  7. Andrzej Says:

    Brak wycieczek to byłoby nie po Kosikowemu. ;) Ale Pan nie jest mainstreamowy i pojedzie Pan tam, gdzie nikt nie zgadnie, że pojechałby Pan. Obstawiam KRL-D. Jak nic. :D

  8. Kamil Says:

    Cóż to za dziwne jeżo-melony z pierwszego zdjęcia?

  9. Rafal Kosik Says:

    Co do ładowarki to jest to MH-25.
    Input: 100-240V
    21VA(100V)-28VA(240V)
    Output: 8.4V 1.2A

    Niżej jest opis: Input: 120V ~60Hz 0.2A

  10. Andrzej Says:

    @Kamil, to są duriany.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).