Bangkok (3)

Bangkok
Bangkok to miasto prawie trzy razy większe od Warszawy. Architektura czasem bywa ładna, czasem brzydka. Za to założenie urbanistyczne niemal zawsze sprawiają wrażenie… jakby ich nie było. Urbanista ograniczył się do wytyczenia dróg i dalej sobie radźcie. Budynki, nawet jeśli każdy z osobna ładny, razem wyglądają jakby znalazły się obok siebie przypadkiem, jakby nawtykano je w bezpańską ziemię bez żadnej koordynacji. Wrażenie chaosu potęguje obstawienie nowoczesnych gmachów kolorowymi straganami, a szklane wieżowce strzelające w niebo spomiędzy rozpadających się ruder wręcz przygnębiają. Wiadukty kolejki nadziemnej SkyTrain nadają Bangkokowi wygląd miasta z filmów złotej ery SF. Blade Runnera można by tu kręcić bez dodawania scenografii i efektów komputerowych. Miejscami nad jezdnią są trzy poziomy wiaduktów, wliczając w to chodnik dla pieszych, na który nie ma miejsca na poziomie zero. Ponad tym wieżowce, poniżej slumsy. Wszystko na raz mieści się w kadrze.

Pociąg jadący piętnaście metrów nad ulicą wydaje się być doskonałym miejscem do podziwiania miasta. Nic z tego, nie pooglądamy sobie widoków. Obowiązującym tutaj zwyczajem jest obklejanie całych pociągów reklamami niemal na 100%, łącznie z szybami. Tzn. coś tam prześwituje, ale tylko tyle, że można się zorientować, czy jest jasno czy ciemno. Pociągi, choć nowoczesne, jeżdżą raczej powoli i zatrzymują się między stacjami z niewiadomych przyczyn. Na peronach narysowane są strzałki, gdzie należy się ustawiać, by nie blokować wyjścia. Pociąg zatrzymuje się więc precyzyjnie co do kilku centymetrów. W porównaniu ze SkyTrainem nowojorski Subway wydaje się reliktem z epoki pary. Tyle, że w przeciwieństwie do Subwaya SkyTrain jest całkowicie pozbawiony kultowości.

Zabawnie działa system sprzedaży biletów na stacjach (przynajmniej na tych, z których korzystałem). Bilety można kupić w dwóch automatach, do których oczywiście stoi wielka kolejka. Obok są okienka, wyglądające na kasowe, ale siedzą w nich ludzie, których jedynym zadaniem jest rozmienianie pieniędzy. Automaty bowiem przyjmują tylko jeden rodzaj monet. PAP (Permanentna Azjatycka Prowizorka) występuje więc na każdym kroku.

Taksówki są bardzo tanie. W przeliczeniu wychodzi ciut powyżej złotówki za kilometr. Warto brać taksówki oznaczone na dachu „Taxi Meter”, co oznacza, że posiadają licznik. W przeciwnym razie trzeba będzie przed podróżą ustalać wysokość opłaty metodą negocjacyjną, co prawie na pewno nie będzie korzystne. Zdarza się, że licznik jest podkręcony. Jeśli cyferki podejrzanie szybko przeskakują, lepiej czym prędzej z takiej taksówki wysiąść. Opłatę za przejazd autostradą z lotniska zazwyczaj pokrywa pasażer.

Buspasów oczywiście tu nie ma, więc taksówki i autobusy stoją w korkach. Można te korki ominąć SkyTrainem. Alternatywą, ułatwiającą omijanie korków, jest tuk-tuk, czyli motoryksza w formie trójkołowego minibusu zrobionego na bazie motoroweru. Tuk-tuk zabiera dwóch pasażerów, ale drogą negocjacji można tę liczbę zwiększyć. Rekord, jaki zauważyłem, to piątka. Jazda tuk-tukiem przypomina trochę gokarty, z dwiema zasadniczymi różnicami – nie my kierujemy i odbywa się to w ruchu ulicznym. Wrażenie jest takie, jakby ten mały wehikuł miał się co chwilę wywalić.

Kierowcy tuk-tuków często mają układy ze sklepami i punktami usługowymi. Tzn. wiozą klienta np. do pracowni krawieckiej zajmującej się szyciem na miarę „markowych” garniturów. Nawet jeśli nie kupisz, tylko pooglądasz, to kierowca i tak ma z tego kasę. Ot, taka analogowa wersja bannerów reklamowych w które niechcący klikasz. Za dwie takie wizyty można mieć kurs za darmo. Oczywiście żadną miarą się to nie opłaca, bo zamiast jechać do celu kwadrans, zmitrężymy godzinę na objazdach. Ale… polecam wrzucenie na luz i dostosowanie się do pokrętnego myślenia Azjatów. Tam nie ma sensu się nigdzie spieszyć.

Tuk-tuki należy traktować jak atrakcję turystyczną, bo podróż nimi, choć szybsza, zwykle i tak wychodzi drożej niż taksówką. Jeśli kogoś nie zadawala nawet taki sposób omijania korków, może wziąć taksówkę motocyklową. Jest jednopasażerowa. Tego sposobu nie próbowałem. W obu przypadkach jedyną metodą ustalenia wysokości wynagrodzenia jest targowanie się. Nie lubię się targować. Jak ktoś lubi, niech się bawi. Cena wyjściowa podana przed tuk-tukarza zapewne będzie kilkukrotnie zawyżona.

Choć ruch uliczny bardziej przypomina ten moskiewski niż berliński, to jednak jest to chaos ograniczony. Czasem komuś puszczają nerwy i przejeżdża na czerwonym, jeśli to pali się zbyt długo. A nagminnie pali się zbyt długo. Inżynieria ruchu nie jest mocną stroną Bangkoku i zdarzają się zmiany świateł, na które trzeba czekać i pięć minut, o czym uczciwie informuje licznik na sygnalizatorze. Bywa, że równocześnie pali się czerwone dla samochodów i czerwone dla pieszych. Pokonanie bardziej skomplikowanego skrzyżowania po przekątnej może zająć dwadzieścia lub więcej minut. Nic więc dziwnego, że ludzie przechodzą na czerwonym. Kilka razy spotkałem się z osobliwym rozwiązaniem, lub raczej jego brakiem. Otóż na dość skomplikowanych skrzyżowaniach niektóre z przejść dla pieszych pozbawione są sygnalizacji, a niektóre ją posiadają. PAP dotyczy tam wszystkich aspektów życia.

Myślałem, że Bangkok będzie miastem niecichnących klaksonów. Nic podobnego. Jeździ się tu niemal po europejsku. I wprawdzie liniami ciągłymi ani zachowaniem bezpiecznej odległości od innego pojazdu nikt się nie przejmuje, to jednak poruszanie odbywa się w miarę kulturalnie. Obowiązuje zasada pola siłowego otaczającego pojazdy, a parametry tego pola są określane przez wielkość pojazdu, stopień jego zdezelowania, skill kierowcy oraz jego determinację.

Obok wielkich SUV-ów jadą w tym samym tempie poobijane autka miejskie. Dominują marki japońskie, głównie Toyota, która zmonopolizowała taksówki. Sama Toyota to ponad 70% wszystkich samochodów. Kolejne 20% to Nissan, Honda, Mitsubishi i Isuzu. W pozostałych 10% jest trochę Fordów, Chevroletów, Mercedesów, BMW i Volvo. Innych marek europejskich ani amerykańskich praktycznie nie widać. Bardzo popularne są pick-upy, z których 95% to Toyota Hilux. Hiluxy występują tu również z nadwoziami typu kombi, czyli w wersji nieznanej w Europie. Z obowiązku kronikarskiego zapiszę, że widziałem cztery Jeepy i trzy Land Rovery.

Ciekawe są dwa dodatkowe lusterka parkingowe, w które często wyposażone są SUV-y i busy. Jedno, blisko przodu samochodu po stronie przeciwnej od kierowcy, pomaga ocenić odległość od krawężnika i chyba od obiektu przed samochodem. Drugie nad tylnym oknem zastępuje kamerę cofania. Chciałem coś takiego założyć w swoim samochodzie, a tu proszę – ktoś wymyślił to przede mną.

Jazda na pace picku-upa to zwyczaj powszechny, podobnie jak wykorzystywanie pobocza jako dodatkowego pasa. Pojęcie bezpieczeństwa jest tu rozumiane nieco inaczej niż u nas. W taksówkach często nawet nie ma pasów na tylnych fotelach. Co ciekawe, kierowca zawsze jeździ zapięty, choć i tak mu to nie pomoże, jeśli pasażer za nim będzie nieprzypięty. Ale, o czym ja piszę? Tu nawet na łodziach nie ma kapoków ani kół ratunkowych, a zdarzają się chodniki na wiaduktach bez barierek.

Samochody nie wjeżdżają na chodniki. Wręcz przeciwnie, to piesi często używają skrajnego pasa jako rozszerzenia chodnika. W wielu miejscach knajpki uliczne wystawiają stoliki właśnie na jezdnię (bo cały chodnik zajęły garkuchnią). Czasem skuterzystom i motocyklistom zdarza się ominąć chodnikiem takie niespodziewane przeszkody, jak np. ruch jednokierunkowy. Nikomu też nie przeszkadza murowany kiosk postawiony na rogu ruchliwego skrzyżowania w taki sposób, że dla pieszych zostaje pół metra.

Ruch jest niestety lewostronny.

Dodatkowe lusterko do parkowania

Dodatkowe lusterko do parkowania

Półmetrowy krawężnik

DIY blokada na koło

Samochody bywają tu w bardzo różnym stanie technicznym

Jedyna barierka na wiadukcie to krawężnik

Bangkok

Bangkok

Tramwaj wodny

Bangkok

Prom kursujący między brzegami Menamu

Posadowienie przystani pontonowej

Prom

Znak, którego trochę brakuje w naszym kodeksie

Emocje jak na rajdzie - dodatkowy zestaw wskaźników pokazuje wartości zawyżone mniej więcej trzykrotnie. Zdarza się, że taksometr działa podobnie

Wnętrze taksówki

Pickup to normalny środek transportu

Tuk-tuk

Tuk-tuk

Autobus miejski w Bangkoku

Budka, którą trzeba obejść po jezdni

Slalom między przeszkodami na chodniku

Wiadukt Skytrain

Wiadukt Skytrain

Zupełnie nie azjatycki porządek przy wsiadaniu

Bangkok

Bangkok

Bangkok


Udostepnij
Glodne Slonce

7 Responses to “Bangkok (3)”

  1. Mateusz Says:

    Czy jak Pan podróżuje, to lepiej się Panu tworzy(pisze)?

  2. cleevleen Says:

    Bardzo ciekawie pan opisuje, żałuję, że nigdy tam nie byłam.
    Apropo ruchu drogowego, to nigdy nie zapomnę kiedy jechałam autostradą na Litwie, a tu traktor wyjeżdża ze swojego domu wprost na nią.

  3. Rafal Kosik Says:

    W pracy pisarza (szczególnie pisarza fantastyki) podróżowanie jest ważne. Mnie przynajmniej bardzo się przydaje. Pisanie polega przecież na przetwarzaniu rzeczywistości. Czasem można wynieść sporo mądrości z jednej rozmowy w knajpie sto metrów od domu, jednak obejrzenie innego świata jest doświadczeniem nie do zastąpienia. Pozwala też inaczej spojrzeć na nasz świat.

    Jeśli będziecie mieli do wyboru, na co wydać pieniądze: czy na dobra materialne, czy na podróże… wybierzcie dobro materialne - bilet.

  4. andrexx Says:

    Rafal Kosik Says:
    Jeśli będziecie mieli do wyboru, na co wydać pieniądze: czy na dobra materialne, czy na podróże… wybierzcie dobro materialne - bilet.

    :) proszę to powtórzyć mojej żonie
    Słysze już od pół roku - “trzeba zrobić remont kuchni, ten kolor jest już taki obciachowy ”
    Ja się bronię - przecież kuchnia jest ok, solidna, drzwiczki się nie urywają, wszystko się dobrze trzyma.
    Jednak jak to często bywa w starciu z kobietą facet polegnie z kretesem.
    Muszę uczciwie przyznać - realizujemy sprawiedliwie nasze marzenia.
    A ja tęsknię za tym, żeby wyjść już z lotniska wciągnąć powietrze tego obcego świata i poczuć ten dreszczyk ekscytacji

  5. Mateusz Says:

    Świetnie to rozumiem. Dziękuję za odpowiedź! :D

  6. Fan anonim Says:

    Więc chyba można uznać, że racje miał ten kto powiedział że podróże kształcą.

  7. Patrycja Says:

    Te strzałki to genialny patent, o ile ludzie się do tego stosują. W Polsce takie coś by się przydało w każdym rodzaju komunikacji miejskiej. Ludzie często zachowują się jak bydło, wsiadają na siłę do autobusu, tramwaju, metra; nie bacząc w ogóle na to, że ktoś może chce wysiąść, bo przecież jak się nie pośpieszą to jeszcze ten autobus czy tramwaj odjedzie im sprzed nosa…

    W Bangkoku jak większość przeciętnych ludzi, nigdy nie byłam, ale jak się czyta tak dobrze napisane relacje z podróży to aż chce się rzucić wszystko i zacząć zwiedzać świat.
    Szkoda, że to nie jest takie proste…

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).