Atrament wodoodporny

Do naszych czasów dotrwały zasoby jedynie tych bibliotek sumeryjskich, których działalność zakończyły pożary. Ten pozorny paradox wynika z ówcześnie używanych nośników danych, a były nimi gliniane tabliczki. Niewypalona glina jest mało trwała, wypalona może przetrwać dziesiątki tysięcy lat. Tak więc pożar zrobił im CTRL + S. Nie łudźmy się, że nasze wpisy na fejsie przetrwają tyle, ale notatki na papierze już mogą.

Papier jest trwały, jeśli tylko przechowuje się go w odpowiednich warunkach. Ważne jednak, by i metoda zapisu była trwała. Najstarsze notatki sporządzone atramentem w zasadzie wyglądają, jakby je nabazgrano wczoraj, co wydaje się załatwiać sprawę. W przypadku notatek wykonanych długopisem już na samym przykładzie moich zeszytów szkolnych widzę, że tusz tuszowi nierówny. Niektóre zeszyty wyglądają idealnie, w niektórych tusz rozpełzł się w strukturze papieru, dodatkowo na kilka sąsiednich stron, czyniąc treść całkowicie nieczytelną.

Trudno powiedzieć, jak się zachowa dobry długopisowy tusz po stuleciach, nie o tym jednak chciałem pisać. Chciałem napisać o tym, czym ja piszę. Piszę piórem wiecznym i atramentem. Czyli prawdopodobnie każda napisana przeze mnie literka przetrwa co najmniej tysiąc lat. Jeżeli nie wystąpią zjawiska niekorzystne jak upadek meteorytu, kolejny wzrost ambicji imperialnych Rosji albo zwykły deszcz. Główną wadą papieru jest jego palność, a główną wadą atramentu jest jego niewodoodporność. To za jednym zamachem wyklucza dwa rodzaje imprez.

O ile z pierwszą wadą trudno coś zrobić, o tyle z drugą jak najbardziej się da. Rozwiązanie nazywa się atrament wodoodporny. Od lat planowałem przejść na taki atrament, ale dopiero półgodzinna przejażdżka na rowerze w ulewie uświadomiła mi, że sprawa jest poważna. Nikt nie obiecywał, że plecak Maxpedition Falcon II będzie wodoszczelny, więc pretensję mogę mieć tylko do siebie. Faktem jest więc, że atrament Waterman poległ na całej linii. Nie znaczy to, że to jest zły atrament, wprost przeciwnie, jest wyrąbisty. Wyrąbisty, ale nie wodoodporny.

W pisaniu piórem nie chodzi o stronę pragmatyczną, lecz o fetyszystyczny hedonizm małych przyjemności. Dlatego też mija się z celem używanie gotowych naboi z atramentem. Ja wiem, że są pióra, do których da się wsadzić tylko nabój, nawet sam jedno takie mam, ale nie znaczy to, że to pochwalam. Ładowanie pióra z kałamarza to taki drobny rytuał, który, choć upierdliwy, to jednocześnie jest miły. Zatem jasne, że sam kałamarz też nie może być byle jaki.

Nie dorosłem jeszcze chyba do zakupu stacjonarnego kałamarza, który by wyglądał jak zajumany z Buckingham Palace. Dlatego też ważna jest dla mnie buteleczka, w której kupuję atrament. Ona będzie moim kałamarzem przez rok albo dłużej. A jeśli można się otaczać rzeczami ładnymi albo brzydkimi, po cóż wybierać te drugie?

Jest tu mały problem z ustaleniem producenta, bo na stronie Abernatopen, gdzie atrament kupiłem (sklep polecam), jako producent widnieje Jansen, natomiast na buteleczce napisano De Atramentis. Nie wiem, może ja się nie znam, bo na Fordzie Mustangu też jest wielki napis „Mustang”, a sam „Ford” został skitrany gdzieś z boku.

Jak zwał, tak zwał, niech będzie, że to jest Jansen De Atramentis. Już na etapie tankowania pióra Jansen De Atramentis zaspokaja tę drobną fetyszystyczną przyjemność procesu zarówno poprzez kształt butelki, przez stonowaną etykietę, jak i oldschoolową bakelitową nakrętkę, która się odkręca w niepodrabialny sposób.

Napisałem już tyle, a wciąż od rzeczy. No więc do rzeczy. Wybrany przeze mnie kolor to Archive Ink, który jest takim ciepłym czarnym, przy czym warto wspomnieć, że wybór kolorów jest duży. Tylko po co, skoro czarny i tak jest najfajnieszy? Czarny ma wiele odcieni, każdego coś zadowoli. Pierwsze, co zrobiłem, to oczywiście test na wodoodporność (do obejrzenia poniżej) i atrament przeszedł ten test idealnie. Warto pamiętać, że największe szkody nie wynikają z wypłukania pigmentu zwykłego atramentu, lecz z jego ponownego zaschnięcia na całej powierzchni papieru.

Atrament wodoodporny całkowicie likwiduje oba te problemy. Trzeba jednak pamiętać o pewnym istotnym drobiazgu – pióro z atramentem wodoodpornym to nie długopis Rite in the Rain, bo uzyskuje swoją wodoodporność dopiero po pierwszym zaschnięciu. Nie ma więc mowy o pisaniu podczas deszczu. Trzeba również, jak w przypadku normalnego atramentu, odczekać chwilę przed przewróceniem ostatniej zapisanej strony.

Pierwszą wyraźną wadą jest przysychanie atramentu na stalówce po kilkunastu godzinach nieużywania. Każde nowe użycie po takiej przerwie zaczyna się od krótkiego rozpisania. Po kilku dniach nieużywania przed użyciem trzeba piórem wstrząsnąć, a najlepiej lekko puknąć skuwką zamkniętego pióra pionowo w biurko, by móc pisać od razu. EDIT: Co ciekawe efekt ten zniknął po kilku tygodniach używania – prawdopodobnie wypłukał się poprzedni atrament.

Atrament jest gęsty, wręcz powiedziałbym „oleisty”, i trudno go gładko zetrzeć z wierzchu stalówki po „tankowaniu”. Jednak przebija mniej od Watermana i schnie, jeśli nie szybciej, to przynajmniej podobnie. Wkrótce jadę do Toskanii na krótkie, pracowite wakacje, gdzie będę pióra intensywnie używał. Na razie moim głównym zmartwieniem jest, co się stanie, jeśli atrament zaschnie w piórze. Tak więc stay tuned.


Udostepnij
Glodne Slonce

3 Responses to “Atrament wodoodporny”

  1. ߐ Says:

    Duży wybór atramentów wodoodpornych ma Noodler. Atramenty z ich oferty
    są odporne nie tylko na wodę, ale również na alkohol, rozpuszczalniki, wybielacze, lasery, UV i inne (producent twierdzi, że właściwości tych atramenty nabierają w reakcji z papierem, więc ręce da się domyć). Szczególnie ciekawe są atramenty dwuskładnikowe, z których tylko jeden jest wodoodporny, np:
    https://www.youtube.com/watch?v=8KcW1IlaxFs
    Wadą tych atramentów jest dość wysoka cena i konieczność sprowadzania z zagranicy (polecam purepens.co.uk można tam też dostać pióra Noodlera z giętkimi stalówkami - tzw. flexy)

  2. Rafal Kosik Says:

    Po miesiącu używania tego etramentu muszę dodać małe uzupełnienie. Nie jest on tak bezproblemowy, jak zwykły atrament. Ma tendencję do zasychanie w piórze i do rozwarstwiania się. Pióro przechowywane przez dłużej niż tydzień stalówką do góry (czyli jak zwykle w torbie czy plecaku) w pierwszym momencie albo nie pisze (bo zaschło), albo pisze atramentem jakby rozwodnionym. Pomaga krótkie rozpisanie, lub lekkie przekręcenie pompki i sztuczne nawilżenie stalówki. Metodą prób i błędów doszedłem do tego, że przed zasychaniem zabezpiecza uprzednie zanurzenie stalówki w wodzie, tzn. na sekundę do głębokości 2-3 mm i dopiero zakręcenie. Upierdliwe to trochę, fakt. W przypadku atramentu Watermana lub Pelikana nie miałem żadnych problemów z pisaniem od razu nawet po miesięcznym nieużywaniu.

    Kolejna wada to „wypełzanie” atramentu na wierzch stalówki i, niestety, korpus pióra. Dwa razy zdarzyło mi się ubrudzić palce, choć może to akurat był efekt ręcznego nawilżania stalówki pompką. Z całą pewnością jednak czysta stalówka przez noc w tajemniczy sposób znów staje się brudna i raczej nie jest to wina pióra, bo akurat mam porzadne :) Nie jest to wielka wada, ot źle wygląda w eleganckim towarzystwie ;)

    Reasumując, na razie potencjalne zalety przeważają nad wadami.

  3. Rafal Kosik Says:

    Minęło kilka tygodni używania atramentu wodoodpornego i problemy zniknęły – prawdopodobnie wypłukał się poprzedni atrament. Minusów brak, jego zachowanie na papierze i w piórze jest wręcz lepsze niż klasycznego atramentu. Nie ma zasychania, kapania etc. Zaraz zamawiam dwie kolejne dostawy.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).