Asperger i społeczeństwo przyszłości

Mam wrażenie, że o istnieniu czegoś takiego jak zespół Aspergera opinia publiczna dowiedziała się przy okazji niedawnej „afery” z Uniwersytetu Białostockiego. Pewien profesor miał problem ze studentem regularnie przeszkadzającym mu w zajęciach. Wyżalił się więc w mediach i się zaczęło. Jak to zwykle bywa, z dyskusji dość szybko zniknęły rzeczowe argumenty, a ich miejsce zajęły puste komunikaty typu „dyskryminacja” czy, z drugiej strony, „niezrównoważenie”. Prawda jest jednak znaczne ciekawsza, bo w tym wypadku nie leży ona pośrodku, tylko gdzieś zupełnie za płotem.

W czasach postprawdy nie jest łatwo o jakąkolwiek rzeczową dyskusję publiczną, co nie znaczy że kiedyś było jakoś specjalnie lepiej. O tym, co jest chorobą, a co tylko „cechą”, często decydowały i decydują nadal względy polityczno-kulturowe, a nie nauka. Warto nadmienić, że mogą one decydować również o penalizacji – w Irlandii Północnej homoseksualizm przestał być przestępstwem dopiero w roku 1982.

Nie wiadomo do końca, czy nazywanie zespołu Aspergera chorobą jest poprawne. Być może wypadałoby ukuć nową definicję, bo obecna zaczyna się od słów „całościowe zaburzenie rozwoju”. Trochę mi zgrzyta, jeśli takimi słowami określa się autora rewolucyjnych trzech zasad dynamiki czy nie mniej rewolucyjnych obu teorii względności. Pewności nie ma, ale wiele wskazuje na to, że większość wybitnych naukowców miało zespół Aspergera. W tej sytuacji wydaje się, że „cierpiący” na ten zespół powinni być najbardziej pożądanymi studentami każdej uczelni.

To oczywiście nie jest tak proste. Łagodny Asperger być może jest niezbędny do powstania geniuszu, lub przynajmniej wydatnie w tym pomaga, lecz wcale tego nie gwarantuje. Nie chcę tu wkraczać w obszary wiedzy specjalistycznej, bo granice zespołu Aspergera są rozmyte. Prawie na pewno mieści się on w spektrum autyzmu. Jednak przez chwilę potraktujmy łagodną jego odmianę jako naturalny talent. Jeśli to jest talent, to przez niewłaściwe wychowanie i edukację może on zostać zmarnowany. Wówczas rzeczywiście otrzymamy człowieka niezdolnego do funkcjonowania w społeczeństwie.

Dobrze zostało to pokazane w filmie Księgowy (The Accountant, 2016). Dla tych, którzy uważają Bena Afflecka za drewnianego aktora, mam dobrą wiadomość – aspergerowca zagrał wyśmienicie.

Gdy wyobrażam sobie sprawnie funkcjonujące społeczeństwo przyszłości, to widzę ludzi, których naturalne cechy są wychwytywane tak wcześnie, jak się da, celem sprofilowanej edukacji. Ten proces oczywiście musi zakładać daleko idącą tolerancję dla odmienności. A jak jest dziś? Wprawdzie nie próbujemy już „leczyć” leworęczności, ale czy wiele się zmieniło w sposobie myślenia o edukacji? Obserwuję szkolne losy mojego syna i dzieci moich znajomych. Wyłania się z tego obraz raczej smutny – najwyżej premiowana przez system jest umiejętność rozwiązywania testów i dopasowywania się do klucza. To jest po pierwsze sprawiedliwe, a po drugie ułatwia proces oceniania, tylko cóż z tego, skoro jednocześnie tłamsi kreatywność i indywidualizm? W ten sposób równać można tylko w dół.

Przykładem może być podejście do tematu ADHD, które objawia się między innymi kłopotami ze skupieniem. Nauczyciel, chcąc nauczyć nadpobudliwe dziecko skupienia, zaczyna od zmuszenia go do pozostawania w pozycji nieruchomej. To działa w przypadku dzieci „normalnych”, ale przy ADHD daje odwrotny skutek. Bujanie się na krześle, machanie nogą, czy zabawa długopisem są wręcz niezbędne do zebrania myśli. I zwykle nie rozumie tego nawet dorosły, nawet ten, który sam chodzi tam i z powrotem, gdy musi się nad czymś zastanowić.

Świat już teraz wymaga od nas specjalizacji i nic nie wskazuje, by miało się to zmienić. Uczenie przyszłych pokoleń w sposób, w jaki dziś to robimy w Polsce, to produkowanie uśrednionej masy. Ta masa to zaprzepaszczone szanse na wybitne osobowości, a nawet na zwykłych, szczęśliwych ludzi, którzy mogą i potrafią realizować swoje pasje na swój indywidualny sposób. To ma być przepis na szczęśliwe i produktywne społeczeństwo przyszłości?

Uprzedzę zarzut, że folgowanie indywidualistom doprowadzi do stworzenia nowej wersji społeczeństwa kastowego. Nie doprowadzi, jeśli funkcje społeczne nie będą dziedziczne. Choć na pewno nie będzie to społeczeństwo równych szans w naszym dzisiejszym rozumieniu. Najbardziej zbliżona wizja to ta z filmu Gattaca (1997), jednak pozbawiona elementu przymusu. Czasem lepiej pozwolić kiepskiemu malarzowi smarować krzywe landszafty, niż robić z niego np. polityka, bo tak wychodzi z analizy jego profilu.

Wiele wskazuje na to, że na razie dążymy w kierunku przeciwnym, przedstawionym w filmie Harrison Bergeron (1995), czyli kanalizowaniu indywidualizmu i równaniu w dół (co prowadzi do idiokracji). Nie wiem jaki jest racjonalny powód zabraniania czegoś zdolnemu człowiekowi, tylko dlatego że miernota nigdy mu nie dorówna? Utopijna równość absolutna, czy raczej identyczność? Ale jest nadzieja. Jednymi z najwytrwalszych bojowników o prawo do indywidualizmu są właśnie „chorzy” na zespół Aspergera. Wprawdzie to bojownicy mimo woli, ale bardzo cenni, bo to właśnie oni, jako nieliczni, w czasach postprawdy umieją trzymać się faktów.


Udostepnij
Glodne Slonce

2 Responses to “Asperger i społeczeństwo przyszłości”

  1. Anna Says:

    Doskonały wpis! Bardzo trafna analiza zjawiska.

  2. VR Says:

    Hmm, to, że nie określa się Zespołu Aspergera mianem choroby, to już wiemy. Chorobę można wyleczyć. Ponadto, odchodzi się stopniowo od podziału na autyzm i Zespół Aspergera, bo to dość sztuczny podział. Co do talentów powiązanych z ZA, to też jest, cóż, stereotyp.

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).