Amelia i Kuba. Stuoki Potwór. Fragment #2

Amelia i KubaMama Kuby i Mi rzuciła torbę na kanapę w salonie i głośno odetchnęła.
— Te dyżury mnie wykończą — oświadczyła.
Ze swojego pokoju wychyliła się Mi.
— Cześć, co na obiad?
Mama posłała jej ciężkie spojrzenie.
— Miał być gulasz — przypomniał Kuba, nawet się nie wychylając ze swojego królestwa. — Jestem głodny!
— Wspomniałam już, że jestem po dyżurze? — zapytała mama. — Nikt mnie dziś nie zmusi do krojenia mięsa.
Mama Kuby i Mi była chirurgiem.
Zachrobotał zamek i drzwi znów się otworzyły. Wszedł tata, zdjął lustrzane okulary przeciwsłoneczne i widząc mamę, wyszczerzył zęby.
— Cześć, Kotuś. Co na obiad?
— Coś, co na razie jest w zamrażalniku, a co za chwilę podgrzejesz.
— Zagadka. — Tata podszedł do mamy i pocałował ją na przywitanie. — Dzieciaki, dziś na obiad będzie zagadka! Wybierzcie jakąś zagadkę z zamrażarki.
Rodzina Rytlów miała lodówkę ze sporą zamrażarką. Regularnie lądowały tam dania, których było dużo w garnku, a nikt już nie miał siły ich zjeść. Kiedy nadchodził dzień taki jak ten, danie było odmrażane. Niestety jakiś czas temu okazało się, że etykiety, które mama naklejała na plastikowe pudełka, poodpadały. Zatem zamrażarka pełna była pudełek-zagadek.
Kuba wyszedł ze swojego pokoju i skręcił do kuchni. Nie dotarł jednak do lodówki, bo zerknął na zegarek. Była za pięć trzecia.
— Nie chce mi się jeszcze jeść — powiedział. — Może za pół godziny. Muszę wyjść na troszkę.
— Dopiero co byłeś głodny. — Mi znów się wychyliła z pokoju i spojrzała na niego podejrzliwie.
— Chcesz odgrzewać zagadkę?
To wystarczyło, żeby Mi czmychnęła z powrotem. Drzwi za Kubą zatrzasnęły się.
— Czyli ja mam to zrobić. — Tata spochmurniał. — Dobra, losujemy.
Umył ręce i otworzył zamrażalnik.
— Ene due like fake, korba borba…

Zagadką z zamrażalnika okazała się zupa szpinakowa, którą mama Kuby i Mi zamroziła jakiś czas temu, bo nikt nie chciał jej jeść. Teraz rodzina Rytlów siedziała nad talerzami z mętną zieloną breją i nadal nikt nie chciał tego jeść. Wszyscy grzebali łyżkami w talerzach, szukając tam czegoś, co nie będzie szpinakiem.
— Jedzcie — powiedział niemrawo tata. — Od tego mieszania zupa nie zamieni się w pizzę.
— Mogę wkroić parówkę? — zapytała Mi.
— Nie ma takiej opcji. — Tata przełknął z niesmakiem. — Zupa szpinakowa jest zupą szpinakową, a nie parówkową.
— A ja jestem człowiekiem, a nie królikiem!
Mama nic nie mówiła, za to jej spojrzenie mówiło naprawdę wiele. Ona też nie chciała tego jeść.
— Marnujemy za dużo jedzenia — ciągnął tata. — A szpinak jest bardzo zdrowy.
Mi zmarszczyła czoło, widać było, że coś kombinuje.
— A gdyby tak użyć tej zupy jako nawozu? — podsunęła. — To by nie było marnowanie. Gdyby ją wylać za okno i pomóc trawce rosnąć?
— Wtedy z czystym sumieniem moglibyśmy zamówić pizzę hawajską — poparł ją Kuba.
— Pizza hawajska to profanacja — zauważyła mama. Szybko jednak zrozumiała swój błąd. — No tak… ale o gustach się nie dyskutuje.
Zerknęła tęsknie w stronę lodówki, na której magnesem była przyczepiona ulotka pobliskiej pizzerii.
Tata przełknął kolejną łyżkę zupy i skrzywił się. Mama wykorzystała to natychmiast i szybko powiedziała:
— Pizza pepperoni brzmi zdecydowanie lepiej.
Obserwowała tatę, który z coraz większym niesmakiem patrzył w talerz.
— Quattro formaggi — dodała — albo capricciosa.
Tata zacisnął usta, wstał z talerzem w dłoni, otworzył okno, wylał za nie zupę. Reszta rodziny patrzyła na niego w osłupieniu, a on podszedł do lodówki i zerwał z niej ulotkę pizzerii.
— To jaką chcecie? — zapytał, już wykręcając numer. — Ja mam zły gust, więc biorę hawajską.

Pani Kożuszek weszła do mieszkania tak zła, że aż trzasnęła drzwiami. Skierowała się prosto do łazienki.
— Przeklęci wegetarianie! — wykrzyknęła, strząsając szpinak z beretu.
Strzepnęła też zielone farfocle z ramion i przeszła do salonu.
— Przeklęci cykliści i przeklęci wegetarianie! — rzuciła. — Już my im pokażemy, Gomułka. Już my im pokażemy.
Gomułka na wszelki wypadek czmychnęła pod fotel. Maleńka ruda kotka była chyba wciąż za młoda, by reagować na własne imię.
Pani Kożuszek przygarnęła ją niedawno. Choć Gomułka chyba trochę się sama przygarnęła, pewnego dnia weszła bowiem do wózka na zakupy pani Kożuszek i tak znalazła się w jej domu. Kotka okazała się samiczką, ale na wypadek, gdyby była kocurem, pani Kożuszek miała dla niej alternatywne imię „Wiesław”. Na szczęście to alternatywne imię okazało się niepotrzebne.

Dziś oficjalna premiera nowej książki, a już na sobotę 21. maja zapraszam na Warszawskie Targi Książki (Stadion Narodowy, sektor D10, stoisko 65, FK Olesiejuk). Od godz. 14.30, wraz z ilustratorem Kubą Grocholą będę podpisywał tę książkę. Zresztą będę podpisywał też inne moje książki, co kto sobie zażyczy. Możecie również zabrać ze sobą dowolne książki ilustrowane przez Kubę Grocholę, na pewno chętnie je podpisze.


Udostepnij
Glodne Slonce

7 Responses to “Amelia i Kuba. Stuoki Potwór. Fragment #2”

  1. Pikolo Says:

    Pierwszy akapit się zdublował ;)
    Zdrowotne wiadomości szpinaku to błąd. Wykonano jedno badanie w którym naukowiec dopisał dodatkowe 0. Nowsze badania twierdzą, że szpinak ma pomijalne właściwości odżywcze

  2. Rafal Kosik Says:

    Dzięki, poprawione :)

    A o przekręcie szpinakowym wiem. Tyle, że zdążyłem go polubić.

  3. A. Says:

    Nie, tylko nie rysunki w środku książki…

  4. Rafal Kosik Says:

    Opierałem się długo, ale wszyscy (czyt. znaczna większość) tego chce.

  5. A. Says:

    Przez te rysunki to im się chyba odechce.

  6. y Says:

    Takie rysunki to nie jest zła sprawa. Ok, wyobraźnia wyobraźnią, ale warto wiedzieć, jaką mniej więcej wizję miał autor :)

  7. xdddddddd Says:

    lepiej zmienić rysunki! Te w pierwszych książkach były lepsze

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).