Ambassada

AmbassadaCo by było, gdyby…? Nowy film Juliusza Machulskiego opiera się na fantastycznonaukowych paradoksach podróży w czasie i istnieniu historii alternatywnych. Chyba jednak nikomu nie przyjdzie do głowy nazwać Ambassady filmem SF. Esefowości tu mniej więcej tyle co w Kingsajzie. To jest komedia z nutką refleksji na temat wojennych i powojennych losów Polski, a szczególnie Warszawy. Idąc do kina, lepiej się nastawić na czystą rozrywkę z niewielkimi bonusami dla tych, którzy je zrozumieją.

Zamysł fabularny jest prosty. Mamy młode małżeństwo, ona – roztrzepana lekkoduszka po szkole aktorskiej, on – ciamajdowaty, nudny i sztywny pisarz historyczny. Wprowadzają się do nowego apartamentowca w centrum Warszawy. Co więcej, wprowadzają się tam jako pierwsi i na razie jedyni. Tymczasem po północy z wnętrza budynku dochodzą dziwne dźwięki, jakby nie z tej epoki, oraz rozmowy po niemiecku. Krótkie śledztwo googlowe ujawnia, że w tym miejscu przed wojną znajdowała się niemiecka ambasada. Co to jednak ma wspólnego z czasami współczesnymi? O tym przekonać się może każdy, kto niechcący wciśnie w windzie przycisk „3”.

Niewiele zdradzę, jeśli powiem, że oś komediowa jest zbudowana na zetknięciu ludzi, których dzieli siedemdziesiąt lat historii. Nic tu jednak nie jest potraktowane poważnie, nawet charaktery postaci. Hitler jest fajtłapowatym pozerem, który boi się własnego sobowtóra, Ribbentrop okazuje się niedoszłym muzykiem. W postępowaniu bohaterów też trudno doszukać się logiki na serio lub choćby szczątkowego rozsądku. No, ale to taka konwencja. Gdyby ją zmienić, film skończyłby się po dwudziestu minutach wkroczeniem antyterrorystów.

Sporo jest niewykorzystanych szans, głównie związanych z obecnością esesmanów we współczesnej Warszawie. Wynika to zapewne głównie z ograniczeń budżetowych, gdyż większość zdjęć realizowano we wnętrzach. Gra aktorska momentami irytuje, a para głównych bohaterów wydaje się do siebie zupełnie nie pasować. Efekty specjalnie też momentami są mocno umowne. Jednak film jako całość się broni.

Z bezdyskusyjnych zalet na pewno należy wymienić wybornego Więckiewicza, bez którego film straciłby połowę uroku, niespodziewanie dobrego Nergala, zaskakujący i przewrotny scenariusz oraz sporo małych, łatwych do przeoczenia smaczków. No i to zakończenie!

Ambasada to film, który może nie powala na kolana, ale jego oglądanie sprawia przyjemność. Przez większość czasu śmieszy, momentami wzrusza – szczególnie wizją Warszawy niezniszczonej przez wojnę. Warszawa jest tutaj zresztą czymś więcej niż tłem historii, jest jednym z bohaterów.

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że Ambassadę warto obejrzeć.


Udostepnij
Glodne Slonce

4 Responses to “Ambassada”

  1. susan1224 Says:

    Cieszę się, że pan film poleca. Od dłuższego czasu (jako fanka niemal wszystkiego co “machulskie”) czekam na ten film, ale z lekkim strachem; po zobaczeniu zwiastuna stwierdziłam, że film może być albo bardzo słaby albo bardzo dobry. A tu natykam się na opinie, że jest zwyczajnie niezły. Muszę się prędko wybrać.

  2. DeathDay98 Says:

    Widziałem trailer w kinie. Będzie to drugi, zaraz po Carrie, film na który w najbliższym czasię się wybiorę do kina ;3

  3. Werrnerr Says:

    O, dobrze, że tu zajrzałem. Zastanawiałem się, czy iść na ten film. Teraz już wiem, że pójdę.

  4. outlet online burberry Says:

    As a Newbie, I am continuously searching online for articles that can benefit me. Thank you

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).