Podróże

Liguria i Lombardia

2009/04/17, Friday

Kupą, mości domowie Portofino to zupełnie inny klimat niż miasta toskańskie. Nic dziwnego, bo to nie jest już Toskania, tylko granicząca z nią Liguria. Byliśmy tam przejazdem, więc i obserwacje były jedynie powierzchowne. (more…)

Toskania - część 7

2009/03/16, Monday

Idzie burzaSan Andrea a Pigli to nie jest miejscowość turystyczna. To mała wioska na przedmieściach Arezzo, gdzie wynajęliśmy dom. Wart jest obejrzenia, bo to nie jest dom robiony pod turystów, tylko prawdziwy włoski dom – poza sezonem mieszka tam właściciel z rodziną. (more…)

Toskania - część 6

2009/03/07, Saturday

Sa tacy, których nie stać na nowy samochódArezzo i Siena to trochę inny kaliber, patrząc z punktu widzenia historii. Tym bardziej Radda in Chianti, ale cóż, co było, a nie jest… Do jednego wora! W Arezzo jest całe przedmieście hipermarketów, gdzie poczułem się jak w domu. Kupiłem nawet w Praktikerze za 7 euro wózek do walizki, który pękł po przejechaniu mniej więcej siedmiu metrów. To już zupełnie jak w domu - włoski Praktiker sprzedaje te same buble, co w Polsce. Aż ciepło się robi na sercu. Za to w tamtejszym Carrefourze kupiłem całkiem niezłą lodówkę samochodową, bez której nie przywiózłbym do Polski wartego więcej od tej lodówki krążka sera pecorino :) (more…)

Toskania - część 5

2009/02/13, Friday

Cyprysy i rżysko

Język włoski jest łatwy w nauce, przynajmniej na etapie „moja chcieć trzy kawa z double milk”. Dopiero potem zaczynają się schody. Zrozumieć ogólny sens prostej wypowiedzi i intencje rozmówcy da się już po kilku dniach, Włosi bowiem ładują do zdania sporo charakterystycznych słówek i dużo gestykulują. Ci, którzy wynajmują domy lub apartamenty zwykle są w stanie porozumieć się podstawowym angielskim, albo mają pod ręką kogoś, kto angielski choć liznął. Zwykle to starcza. (more…)

Toskania - część 4

2009/01/31, Saturday

Florencja

Duże miasta, jak Florencja, mają zdecydowanie inny klimat. Męczą hałasem, tłumem i nieruchomym, gorącym powietrzem. Dobrą stroną tych miast jest to, że zwyczaj sjestowania tam wymiera. O ile mieszkanie na włoskiej prowincji jest rajem, o tyle życie w centrach dużych metropolii to koszmar. Owszem, więcej zarabiasz, tak jest wszędzie na świecie, ale nie masz chwili spokoju. Ulicami przelewa się tłum turystów, nie ma gdzie zaparkować, wszędzie sklepy z pamiątkami. Co prawda pamiątki nie są taką tandetą, jaką oferują polskie sklepy z pamiątkami. Hipermarket pięć kilometrów dalej, a wszystkie zakupy będziesz dźwigał sam, bo pod dom samochodem raczej nie podjedziesz. Dopuszczam jednak myśl, że ktoś może to lubić. (more…)

Toskania - część 3

2009/01/21, Wednesday

Lucca - imponujące mury miejskie

Ciekawie jest przyjechać do miasta, o którym w życiu nie słyszałem, i stwierdzić, że w jego średniowiecznych murach Kraków (średniowieczny) mógłby się zmieścić pięć razy. Nauka z tego taka, że każdy naród, każdy region, miał swój czas w historii. Czas potęgi przeminął i mgła, co stalą była w stal już się nie obróci. Serce cywilizacji od dwóch tysięcy lat, albo i dłużej, przesuwa się na zachód. Z Grecji przesunęło się do Italii, potem przeniosło się na Niderlandy i na Wyspy Brytyjskie, gdzie pomieszkało sto lat. W czasie drugiej wojny światowej wykonało skok z Londynu do Nowego Yorku, a potem, w latach siedemdziesiątych, niezauważenie przeszurało do Kalifornii. Dalej jest tylko ocean i Azja. (more…)

Toskania - część 2

2009/01/07, Wednesday

ToskaniaWłoskie zwyczaje żywieniowe są… ciekawe. Nie wiem wprawdzie, jak wygląda włoskie śniadanie, bo nigdy nie udało mi się wstać dostatecznie wcześnie, ale wiem, jak wygląda włoski lunch. A raczej, jak nie wygląda. W praktyce, kiedy po raz pierwszy chciałem zjeść lunch, odbiłem się od drzwi knajpy, bo jej obsługa siedziała właśnie w swoich domach… i pewnie jadła lunch. Sjesta to takie przyzwyczajenie z epoki przed air condition, kiedy było za gorąco, by robić cokolwiek. I w Italii to jest naprawdę niezły zonk. Przez bite trzy godziny miasteczka są jak wyludnione, a colę można kupić tylko w automatach. Szczęściem te automaty nie są włoskie. Brakuje tylko róż jerychońskich, wędrownych roślin z Teksasu, tych co je wiatr przetacza po prerii. Żywej duszy nie ma na ulicach. Co oni robią wtedy? Sklejają modele w skali 1:120? Grają na X–Boxach? Śpią? Może i śpią, żeby mieć siłę na włoską obiado-kolację, która składa się z kilku dań i trwa wiele godzin do późna w nocy. (more…)

Toskania - część 1

2008/12/27, Saturday

ToskaniaToskania to chyba najładniejszy region Italii. Poczucie piękna i harmonii jest tam wbudowane w umysły ludzi, którzy zwyczajnie nie tolerują brzydoty otoczenia. Po części pozwala na to klimat – domy nie wymagają ocieplenia, dach ułożony z prostych ceramicznych dachówek przetrwa sto lat bez konserwacji, a nieotynkowana ceglana ściana nie zacznie pękać na mrozie. Pozostawiony sam sobie podjazd przed domem też nie zamieni się w błotne bajoro. W samych ludziach jest jednak coś, co nie pozwala im dostawić do domu dobudówki z silikatu, czy wstawić do salonu plastikowego okna. Zdolność do planowania przestrzeni i dopieszczania detali to chyba po prostu efekt wielu pokoleń, które wychowywały się w otoczeniu nieprzypadkowego piękna i uznały taki stan za naturalny i wart utrzymania. (more…)

Berlin

2008/11/05, Wednesday

Niebo nad BerlinemCiekawe miasto, równe, uporządkowane, puste, jakby coś wyssało z niego połowę ludzi. Monumentalne bez pięcia się w górę, industrialne i niedokończone. Miejscami zimne i nieprzyjazne, miejscami klimatyczne i serdeczne. No i mało fotogeniczne, co częściowo udowodniłem poniżej. Trudno byłoby mi się zakochać w Berlinie. Nie dlatego, że Berlin dąży do perfekcyjności w każdej dziedzinie, ale dlatego, że się do tej perfekcyjności niebezpiecznie zbliża. (more…)

Hel

2008/10/24, Friday

Road to Hel
Lubię kurorty po sezonie. Zwykle jest zimno, pochmurno i pada, co doskonale wzmacnia jesienną deprechę. Hel daje coś więcej - ma specjalną niemal oniryczną atmosferę. Ulice kończą się w lesie, a kilkaset metrów dalej jest tylko morze. Z jednej strony niszczeją opuszczone instalacje wojskowe z kilku epok, bunkry, rozlatujące się magazyny, a z drugiej sennie funkcjonuje sympatyczne miasteczko z wrośniętymi w ziemię malutkimi domkami. Wchodząc do nich trzeba schylać głowy. Dojechać tam można tylko jedną szosą. Nie wiem czy można ją nazwać malowniczą, ale miło się nią jedzie zakrętami wśród drzew na kraniec świata. (more…)

Londyn

2007/10/18, Thursday

Londyn

Oto fotograficzny zapis tegorocznej wyprawy do Londynu. Literackie zapędy ograniczę do komentarzy pod zdjęciami. Każdy niech spróbuje sam dojść przyczyn, dla których tam jest inaczej niż tu i dlaczego jeździmy tam, zmywać naczynia. Podpowiedzi nie będzie. (more…)