Podróże

Wenecja (4/3)

2012/01/11, Wednesday


Oto czwarta z trzech części relacji z wyprawy do Wenecji. Tym razem film. Nieco chaotycznie nagrany i zmontowany, ale to były pierwsze dni z nowym sprzętem. Lepiej obejrzeć na cały ekran.

Wenecja (3/3)

2012/01/09, Monday

WenecjaWenecja jest droga. Drogie są hotele i drogie knajpy. Drogie jest wszystko i na każdym kroku. Tylko ceny w sklepach AGD są przystępne, co skrzętnie wykorzystałem, kupując zestaw kluczy imbusowych i przedłużacz. Jeżeli chcecie tam pojechać, to lepiej poza sezonem. Niestety zasada, żeby nie jeść w knajpach blisko głównych atrakcji turystycznych, tutaj jest nie do zastosowania – całe miasto jest atrakcją turystyczną. (more…)

Wenecja (2/3)

2011/10/24, Monday

WenecjaPrzewodnik Wiedzy i Życia podaje, że najwyższa wenecka wieża ma 262 metry i jest to kampanila kościoła Santa Maria Gloriosa dei Frari. Raczej kłamią – na oko nie ma więcej niż 60 metrów, czyli tłumacz znów pomylił stopy z metrami i średnią temperaturą zacnie przygotowanego espresso. Naprawdę najwyższa jest kampanila św. Marka, która do samego czubka ma 98 metrów. (more…)

Wenecja (1/3)

2011/10/06, Thursday

Wenecja

Wenecja to miasto magiczne i to magiczne bez marketingowej przesady. W podobny sposób magiczne są miasta wykute w skałach, czy też zawieszone na drzewach w dżungli. Nawet gdyby Wenecja się starała udawać normalne miasto, nie udałoby się jej. Gdy zamiast ulic są kanały, nic nie może wyglądać normalnie. (more…)

Zurich

2011/04/13, Wednesday

Zurich

Małe, bogate, bezpieczne, czyste i nudne miasto. Uporządkowane, równe jak od linijki. I drogie, bardzo drogie. Wieczorem wymiera, jakby ktoś przesunął wielką wajchę. Jedynie w kilku knajpach na Niederdorf coś się dzieje. (more…)

Monte Carlo

2011/01/12, Wednesday

Monte Carlo
Monte Carlo to centrum miniaturowego państwa-miasta Monaco, ale i tak wszyscy myślą, że to Francja. Europejskie Las Vegas, spokojna przystań dla bardzo bogatych ludzi, którzy nie chcą trwonić majątku na banalne podatki. Kawalerka kosztuje tutaj tyle co willa z basenem i prywatnym stadem aportujących łosi płowych w Konstancinie. Ale jednocześnie jest to paskudne miejsce do życia: ciasno, głośno, połowa ulic nie ma nawet chodników. Ciężkie jest życie bogacza. (more…)

Budapeszt (3/3)

2010/11/20, Saturday

Budapeszt nocą
Z budapesztańskimi sklepami jest ciekawa sprawa. Miasto niby niewiele mniejsze od Warszawy, ale jeśliby zsumować ulice handlowe z centrum, to wyszedłby z tego Nowy Świat i Krakowskie Przedmieście. Nie liczę tu pojedynczych sklepików rozrzuconych po całym mieście. Ekskluzywne salony z zegarkami i biżuterią sąsiadują z typowymi dla wszystkich miast sklepami z pamiątkowym badziewiem. Wydaje się, że sklepów jest dużo, ale po przejściu 100 metrów handlową ulicą Vaci zaczyna się powtarzać to samo: wino, pamiątki, buty, biżuteria, wino, pamiątki, buty… Jak się trafi jakiś dom handlowy, to albo jest w nim nie więcej niż kilku klientów, albo już splajtował. Podczas kilkudniowego pobytu w Budapeszcie znalazłem jeden jedyny sklep, który mnie zainteresował. Oczywiście sprzedawano tam gadżety. (more…)

Budapeszt (2/3)

2010/10/13, Wednesday

ParlamentKomunikacja miejska wygląda na sprawnie zorganizowaną. Nie korzystałem z niej zbyt często, bo Budapeszt wprawdzie jest duży, ale jednak nie aż tak, żeby nie dało się go zwiedzić pieszo. Wagony metra to te same znane z warszawskiego metra ruskie grzmoty, tyle że starsze o kilkanaście lat. Wyglądają tragicznie. Ale jeżdżą. Śmieszne kasowniki wygryzają dziurki w biletach jak babcia z jednym zębem. Bilet można kupić w automatach, które mają menu węgierskie i angielskie. Niby więc luz, ale na stacji, do której miałem najbliżej, jeden nie działał, a działanie drugiego sprowadzało się do zjadania monet. Są trzy linie metra, z czego najstarsza ma ponad sto lat i rozmiarami pociągów przypomina bardziej tramwaj w płytkim tunelu. Ale jeździ. (more…)

Budapeszt (1/3)

2010/09/15, Wednesday

ParlamentNigdy jeszcze nie widziałem tylu Węgrów w jednym miejscu. W Budapeszcie jest ich naprawdę dużo. I zapomnijcie o jakimkolwiek porozumieniu bazującym na podobieństwie do polskiego, zapomnijcie o wkuwaniu słówek. Węgierski to zupełnie inna grupa językowa (ugrofińska), więc nie da się zrozumieć ani słowa. Podejrzewam, że sami Węgrzy nie rozumieją się nawzajem, ale głupio im się do tego przyznać. (more…)

Praha

2010/08/09, Monday

Hradczany

Czesi mają autostrady. Autostrada to coś takiego jak polska droga, tylko szersze, dwupasmowe i nie wpuszcza się tam kombajnów zbożowych. Doskonały pomysł, warto zastosować i u nas. Wjazd autostradą do Pragi wygląda jak wjazd do Paryża, czy Berlina. Nie ma znanych nam dobrze kilometrów kurników obwieszonych bannerami reklamowymi. Jest pole, a potem zaczyna się miasto. Schludne, niemieckie miasto – z tym mi się właśnie skojarzyła Praga w pierwszym momencie. Nawet samochody zwolniły do przepisowych 60 km/h (more…)

Villa Greta, Dobków

2010/06/29, Tuesday

Płodozmian

Villa Greta to pensjonat w miejscowości Dobków w Sudetach. Spędziłem tam kilka dni dokładnie rok temu, pisząc powieść Felix, Net i Nika oraz Trzecia Kuzynka. Pierwotnie plan był taki, żeby jechać do Lądka Zdroju, do pensjonatu Dwie Siostry, ale właśnie wtedy Lądek został mocno sponiewierany przez ulewy. Nie wierzyłem panice generowanej przez media, ale Kasia uwierzyła, a do tego podejrzewała, że będę próbował w warunkach powodziowych sprawdzić zdolności terenowe Mercedesa 124, który żadnych zdolności terenowych przecież nie posiada. Cóż, przyznam szczerze, że jej obawy nie były bezpodstawne. Uparła się i postanowiła w ostatniej chwili zmienić destynację z Lądka Zdrój na Dobków. Tym samym w znaczącym stopniu zmieniła się powstająca właśnie powieść. (more…)

Londyn - część 5

2010/01/04, Monday

Londyn nocą
Londyn jest miejscem, gdzie stare bardzo ładnie łączy się z nowym. Polscy architekci, urbaniści i konserwatorzy zabytków powinni tam jeździć na szkolenia z pozytywnego eklektyzmu. Zabytki w Polsce są pod szczególną ochroną, która często sprawia, że zabytki te zamieniają się w ruinę. Strach kupić stary dworek czy kamienicę, skoro każda wymiana okna oznacza pielgrzymkę po urzędach i lizanie butów rejonowej pani konserwatorki. Z drugiej jednak strony, ktoś musi pilnować, by Wawelu nie obłożono sidingiem i nie namalowano na nim reklamy „Tesco 3 km –>”. Jestem pewien, że nasi pożal się Boże markietingowcy byliby do tego zdolni. (more…)

Londyn - część 4

2009/12/10, Thursday

Londyn, Museum of ScienceW londyńskich galeriach można się przekonać, że sztuka wystawiennicza to coś więcej, niż zawieszenie obrazów i wycelowanie w nie halogenów, tak by się odbijały dokładnie na ich środku. Tu sztuka wystawiennicza jest sztuką samą w sobie. Inna sprawa, że jest co wystawiać. Przy zwiedzaniu niektórych wystaw, pierwszym spostrzeżeniem jest „ileż oni nakradli”, ale też trzeba mieć świadomość, że gdyby całych tych zbiorów nie zgromadzono w bezpiecznym muzeum, to pewnie większość już by nie istniała, albo spoczywała głęboko w czyimś prywatnym skarbcu. (more…)

Londyn - część 3

2009/11/11, Wednesday

Canary Wharf - wejście do metraW UK obowiązuje ruch lewostronny, co jest dosyć przykre. Zapewne zmieniono by to już dawno, jak w innych krach europejskich, gdyby nie to, że sprawa dotyczy wyspy, a Brytyjczycy są wielkimi tradycjonalistami. Przejechałem się kiedyś samochodem z kierownicą z prawej strony i stwierdziłem, że nauczenie się obsługi takiego wehikułu nie jest proste. Tzn. udało mi się przejechać parę kilometrów po Warszawie angielskim VW Golfem, ale z duszą na ramieniu i ciągłą obawą, że tą „doczepioną” lewą połową zniszczę autobus miejski, stację metra, albo coś równie kosztownego. Jazda w trudnych warunkach, czyli na przykład przy gołoledzi, to byłby już czysty hardcore, bo całe doświadczenie, wyczucie środka ciężkości pojazdu i w ogóle wyuczone odruchy niewiele by pomagały. Podejrzewam, że znacznie łatwiejsze jest przestawienie się na ruch lewostronny zwykłym samochodem. (more…)

Londyn - część 2

2009/09/06, Sunday

Greenwich

Niezaprzeczalnym faktem jest, że z zaopatrywaniem się w pewnego rodzaju towary jest w Polsce źle. Mam na myśli towary uznawane za luksusowe, lub chociażby rzadko kupowane. Rzeczywiście, najfajniejsze zabawki, jakie kupiłem Jasiowi, kupiłem za granicą. Na samej Oxford Street jest zapewne więcej eleganckich sklepów niż w całej Warszawie i Krakowie razem wzietych. Ceny oczywiście wyjątkowo nieprzystępne. Ale wystarczy się przemieścić kilometr dalej, by znaleźć normalne sklepy, gdzie ceny też są normalne, ale za to wybór taki, że tylko klękać. W sklepie turystycznym niedaleko Covent Garden można kupić to wszystko, co w Polsce jest dostępne tylko na Ebayu. Małym bonusem jest ścianka wspinaczkowa wykonana z lodu. Dokonania wspinaczy można oglądać przez szybę termiczną wprost z działu plecakami. Mała rzecz, a cieszy. (more…)

Londyn - część 1

2009/08/15, Saturday

Londyn

Po raz kolejny odwiedziłem Londyn i muszę powiedzieć, że z każdą wizytą lubię to miasto coraz bardziej. Z różnych przyczyn plan pracy nad Felixem został zaburzony, co jednak dało mi możliwość spisywania na bieżąco przemyśleń związanych z tym miastem, a trochę i z całym Zjednoczonym Królestwem. Dla pisarza podróże są bardzo cenne. Parafrazując Lecha Wałęsę, mogę powiedzieć, że to jest „ładowanie akumulatorów”. I nie ma w tym stwierdzeniu przesady. (more…)

Murzasichle zimą

2009/07/16, Thursday

Murzasichle Murzasichle to wieś niedaleko Zakopanego. Była spokojna i cicha do czasu wielkiego boomu na polskie góry, który zaczął się po wynalezieniu stacji benzynowych poza Warszawą. Szczerze mówiąc, nie bardzo czaję klimat, po co jeździć na narty w miejsce, gdzie z najdłuższego stoku zjeżdża się 40 sekund, ale są pasjonaci. Osobiście bywam tam poza sezonem, kiedy nie ma autokarów, hałaśliwych kolonii, parkujących gdzie się da kierowców z całej Polski, ani tych lokalnych tworzących korki w miejscach, o których nikt nigdy by nie pomyślał, że da się tam zrobić korek. Poza sezonem Murzasichle zmienia się w senną wioskę, w której jednak można zasmakować całkiem niezłej kuchni regionalnej oraz odwiedzić jedną z lepszych pizzerii w Polsce. (more…)

Bawaria

2009/05/14, Thursday

Neuschwanstein Kontakt z bawarską estetyką po dwóch tygodniach pobytu w Toskanii to jednak jest szok. Prawie tak duży, jak kontakt z estetyką Polską, po dwóch dniach w Bawarii. Tyle tam spędziłem, więc nie oczekujcie dogłębnej analizy regionu. (more…)

Liguria i Lombardia

2009/04/17, Friday

Kupą, mości domowie Portofino to zupełnie inny klimat niż miasta toskańskie. Nic dziwnego, bo to nie jest już Toskania, tylko granicząca z nią Liguria. Byliśmy tam przejazdem, więc i obserwacje były jedynie powierzchowne. (more…)

Toskania - część 7

2009/03/16, Monday

Idzie burzaSan Andrea a Pigli to nie jest miejscowość turystyczna. To mała wioska na przedmieściach Arezzo, gdzie wynajęliśmy dom. Wart jest obejrzenia, bo to nie jest dom robiony pod turystów, tylko prawdziwy włoski dom – poza sezonem mieszka tam właściciel z rodziną. (more…)