30 dni mroku (30 days of night)

30 dni mroku Najdalej wysunięte na północ miasteczko na Alasce, ostatni dzień słońca, po którym zapadnie trzydziestodniowa, mroźna i śnieżna noc. Zaczyna się dobrze, nawet bardziej niż dobrze. Jest klimat, jest tajemnica, pojawia się zainteresowanie bohaterami, jakiś zarys głębi psychologicznej, obietnica fajnej przygody z kubkiem popcornu w dłoni.

Uwaga, będą spojlery. Jeśli nie chcesz sobie zepsuć oglądania filmu, nie czytaj!

Ex-dziewczyna głównego bohatera jedzie na lotnisko, żeby zdążyć przed odlotem ostatniego samolotu. Jeśli się spóźni, zostanie wraz z innymi na 30 dni w odciętym od świata miasteczku. Wiadomo, że dziewczyna nie dojedzie, bo film straciłby wtedy połowę uroku. Na zaśnieżonej drodze może się pojawić bardzo wiele niespodzianek, które ją zatrzymają. Ale czemu musi to być koleś w traktorze z doczepioną z przodu i do tego włączoną piłą łańcuchową? Jest mały dzwon, choć wypadałoby to nazwać stłuczką. Koleś przeprasza, że hamulce, że nie zauważył… Dobra, zdarza się. Po co mu ta piła i czemu była włączona, nie wiemy. W potężnej terenówce stłuczony jest reflektor i porysowana maska, ale zgodnie z hollywoodzką zasadą przyjmowania faktów na wiarę samochód jest już odhaczony jako skasowany. Bohaterka, której bardzo, ale to bardzo zależy na tym, żeby jak najszybciej wydostać się z miasteczka, nawet nie próbuje odpalić silnika. Po co, skoro w scenariuszu stoi jak byk, że samochód jest „skasowany”? To taki moment w filmie, po którym już wiem, że od tej chwili moja inteligencja będzie moim wrogiem.

Przejdźmy jednak do rzeczy. W miasteczku pojawiają się wampiry. Nikt, nawet scenarzysta, nie wie po co. A przepraszam, one są tam dlatego, że to film o wampirach – i to musi wystarczyć. W pierwszych minutach ataku ginie większość mieszkańców. Ocalali, pod wodzą szeryfa i jego ex-dziewczyny przemieszczają się od domu do domu, starając się ukryć przed rządnymi krwi stworami. Wampiry stoją na ulicy i szczerzą zęby. Mieścina ma kilkadziesiąt domów na krzyż, można je wszystkie przetrząsnąć w jedno popołudnie. Tymczasem mija kilka dni, a wampiry nadal stoją na ulicy i szczerzą zęby. Cóż, do zagospodarowania jest całe trzydzieści dni. Film byłby nieco bardziej wiarygodny, gdyby nosił tytuł „12 godzin mroku”.

Po jakiś trzech tygodniach nieco zarośnięty szeryf wpada na pomysł kolejnej przeprowadzki, tym razem na posterunek policji. Zapomina powiedzieć, po co, ale wszyscy i tak lezą na ten posterunek. Chyba potrzebują adrenaliny. Na miejscu nawet nie zadają sobie trudu, by zamknąć drzwi. Ale po co, skoro przeczytali scenariusz i wiedzą, że w najbliższej przyszłości nic im nie grozi, bo wampiry szczerzą się na innej ulicy. Zależnie od aktualnego widzimisię filmowego demiurga, wampiry są czujne i przebiegłe, albo tępe i głuche; są znacznie szybsze od ludzi, albo nagle za nimi nie nadążają; są kilkukrotnie silniejsze, albo można je powalić prawym sierpowym.

W kulminacyjnej scenie ex-dziewczyna ukrywa się pod samochodem. Z jednej strony szaleje pożar, z drugiej szczerzy się kilkadziesiąt wampirów. Ponieważ film jest targetowany pod widzów z niedoczynnością mózgu, szeryf musi wypowiedzieć na głos jej dylemat: „Jeśli zostanie, spłonie; jeśli wyjdzie, wampiry ją pożrą”, po czym rusza jej na pomoc i wyzywa na pojedynek głównego wampira. Ex-dziewczyna, żeby lepiej widzieć walkę, wychodzi spod samochodu i staje tuż obok. Ani nie płonie, ani nie zostaje pożarta.

Właściwie 30 dni mroku to przykład niezłego, ale równo skopanego pomysłu i jednocześnie kolejny dowód na to, jak trudno zrobić dobry film o wampirach. Sens i logika kuleje od momentu pojawienia się absurdalnego traktora z piłą. Piła była potrzebna tylko do tego, żeby pojechać po najprymitywniejszych schematach horroru, czyli nagle pojawiającym się groźnym obrazie zsynchronizowanym z ostrym dźwiękiem. Tego typu zagrań jest w filmie więcej. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że ten film jest zbudowany na takich zagraniach. Sprawdzi się więc jako pusta rozrywka dla mało wymagających, ale jeśli ktoś szuka czegoś więcej – zawiedzie się. Podsumuję moją opinię krótko. Ponad 20 lat temu John Carpenter nakręcił Rzecz, który to film, nawet oglądany po raz piąty, jest lepszy niż premierowy seans 30 dni mroku.


Udostepnij
Glodne Slonce

3 Responses to “30 dni mroku (30 days of night)”

  1. fan fnin Says:

    Heh!

  2. Tess Says:

    Kulam się ze śmiechu po podłodze. Znakomita recenzja. Na film nie idę :D

  3. requiem007 Says:

    Kolejny skopany film o wampirach , a zapowiadał się ciekawie .

Leave a Reply

Przed wyslaniem komentarza na wszelki wypadek skopiuj jego tresc do clipboardu (CTRL+A CTRL+C). Jesli cos sie rypsnie i komentarz pojdzie w kosmos, bedziesz mogl sprobowac ponownie (CTRL+V).